To, że w 2024 roku najbardziej rozczarował mnie polski mainstream już na blogu wspominałem. Czy ta sytuacja uległa zmianie w 2025? Jeszcze nie wiem. Ale fakty są takie, że moje ulubione polskie albumy wydane w pierwszej połowie roku miały zdecydowanie za mało poklasku publicznego i za mało uwagi mediów. A ponieważ tego bloga chcę prowadzić po to, by wam te perełki przybliżać – to pragnę wam przedstawić 10 moich ulubionych albumów polskich które wyszły w pierwszych sześciu miesiącach 2025, a których na 90% nie znacie. Ale będzie mi bardzo miło, jak mnie z tego twierdzenia wyprowadzicie. Zapraszam.
Wszystkie pozycje znajdziecie na serwisach streamingowych po kliknięciu w tytuł.
Hajda Banda – Niepraudzivaya
Jeśli polubiliście duet Sw@da i Niczos, którzy ze swoimi Lusterkami zawojowali internet i preselekcje do Eurowizji, to tym bardziej powinniście poznać Hajda Banda. Bo w tym zespole również usłyszycie Niczos śpiewającą w podlaskiej gwarze. Hajda Banda to białorusko-polska grupa wykonująca autorskie opracowania tradycyjnych pieśni i tańców z Podlasia, zachodniej Białorusi i Polesia. W muzyce zespołu słyszymy takie regionalne instrumenty jak harmonia trzyrzędowa, cymbały i bęben obręczowy. Ten album to przekrój różnych pieśni z historiami z pogranicza i z radością jaką kiedyś potańcówki przynosiły ludności tamtejszych wsi. Osobiście uwielbiam polski folk, zwłaszcza wychodzący z rejonów które są mi kulturowo i geograficznie odległe. Jest to jak muzyczna wycieczka do miejsc, gdzie nigdy nie byłem. Hajda Banda urzekła mnie od samego początku i wam ją polecam.
Dawid Grzelak – Dawid Grzelak Does It Better
Jeden z tych bohaterów drugiego planu, którego pracę niemal na pewno znacie – jego obiektyw uwieczniał m.in. Ralpha Kaminskiego, Mery Spolsky, Marię Peszek czy Karolinę Czarnecką, zaprojektował całe mnóstwo okładek płyt i książek. A potem po godzinach robił własną muzykę. Po serii EPek w tym roku wreszcie wydał debiutancki album, gdzie oznajamia, że „robi to lepiej”. A co dokładnie robi? Opowiada o całym spektrum emocji – o gniewie, nienawiści, przywiązaniu, odejściu, uzależnieniu, miłości i obojętności. Ale opowiada to tak fascynująco jak nikt inny. Wiadomo – Dawid Grzelak Does It Better!
Fetysz – Miłości
Podobno każda piosenka na świecie jest o miłości. Panowie z tego trio wzięli sobie to powiedzenie serca i dokładnie taki album nagrali. Miłości zespołu Fetysz to naładowana synthami, ejtisowymi brzmieniami i pulsującym basem zbieranina 11 utworów o różnych wyrazach miłości. Jest śpiewane zarówno o pożądaniu cielesnym jak i myślowym. Na przemian romantycznie i erotycznie. O miłości do człowieka, ale też o miłości patriotycznej. O one-night standach i długich romansach. Ten album niech wam tu posłuży za potwierdzenie tej słynnej tezy, że każda piosenka jest o miłości (a w moim przypadku też potwierdza że ja naprawdę czytam te wszystkie maile od muzyków podsyłających swoją muzykę i ich menadżerów, bo właśnie tak dowiedziałem się o istnieniu zespołu).
Mlecze – Maruda
Debiut, którego potrzebowałem, a nawet nie obserwowałem. Tak, oni też mi wpadli znikąd na skrzynkę mailową. Ta mieszanka bardzo leniwego bedroom popu i spokojnego indie rocka była dla mnie jak uścisk znajomego na posiadówce. To jest muzyka która nie krzyczy, czasami rzuca ciągle tymi samymi frazami, ale dzięki temu zostaje ze słuchaczem na długo. Nieśmiałość, zagubienie, pragnienie bliskości – wszyscy znamy te tematy, a ten zespół na Marudzie doskonale wie jak o nich opowiadać. Kiedy wreszcie usłyszałem ich na żywo na tegorocznym Great September, opuściłem klub z zakupionym krążkiem. Posłuchajcie Mleczy, chociaż raz.
Loveworms – Loveworms
Nie znoszę osobiście porównań w stylu „polska odpowiedź na…”. No bo do cholery, czy polskie zespoły muszą być koniecznie „odpowiedzią” na te zachodnie, w tej chwili popularniejsze? Fakt faktem, ta młoda kapela z Gdańska faktycznie momentami brzmi jak najlepsze numery Amyl & The Sniffers, IDLES lub Dry Cleaning. I pięknie udowadnia swoim bezczelnym feelingiem, że „punk’s not dead”. Zebrali się do kupy po raz pierwszy w 2024, a album wydali już w lutym 2025. Co prawda, to tylko dwadzieścia minut muzyki, ale tam każdy dźwięk i słowo to konkretny manifest. Ten zespół jeszcze narozrabia, mówię wam!
Hania Derej – Over The World We Know
Nie wiem co takiego mają w sobie te Hanie przy klawiszach, ale jak jakaś się za nie złapie – to nic tylko słuchać. Hania Derej tylko to potwierdza. Sukcesy tej młodej damy ciężko wypisać w jednym artykule, ale nie są to czcze pochwały. Instrumentalna muzyka Hani, na Over The World We Know oscylująca wokół nowoczesnej klasyki i ambientu, to muzyka pełna przestrzeni i spokoju. Ale ta niesamowicie zdolna dama nie ogranicza się niemal z niczym. W jej portfolio znajdziecie też muzykę kameralną, jazzową (gra koncerty z własnym kwintetem), filmową czy ilustracyjną. Podaję wam jej najnowszy album tylko jako przykład. Jeśli was chwyci ten – to bierzcie śmiało całą resztę. Ta dziewczyna już niedługo będzie równie wielka jak Hania Rani, ja wam to obiecuję!
The Small Town Kids – Nieboskłon
Ktoś chce popu w wykonaniu męskim który nie brzmi jak Podsiadło-core? Proszę bardzo, oto najnowszy album The Small Town Kids. Duet z Polic na Nieboskłonie wali popowymi przebojami jak z rękawa, śpiewając o tym wszystkim co przeżywaliśmy w latach młodości/dzieciństwa, o tym jak prawie wszyscy czujemy się na co dzień, o tym na czym polega niemoc twórcza. Od rozgoryczeń i frustracji do radości i wiary w siebie. Yep, to właśnie ten album gdzie muzyka jest radosna, a teksty nakłaniają do płakania w kącie. I cholera jasna, jak mi brakowało takiej płyty na polskim rynku! Panowie, kocham was i chcę tego więcej!
Chrust – Przed Zmierzchem
Ich utwór Tempo zajął czwarte miejsce w preselekcjach do tegorocznej Eurowizji, co pokazuje jak bardzo Polacy lubią nowoczesny folk (miejsce pierwsze i drugie też sporo czerpały z tej estetyki). Trio z zespołu Chrust bardzo pięknie łączy tradycyjne melodie i zamiłowanie do kultury słowiańskiej z chwytliwymi elektronicznymi bitami. Głosy wszystkich członków zespołu również niczym instrument tworzą klimat na przemian wzniosły i spokojny. Nie ma tu mowy o przaśności, jest bardzo stylowo, ale wciąż folkowo. Album Przed zmierzchem to zbiór 12 opowieści o Polsce ludowej, która tylko na pozór różni się od tej wielkomiejskiej. Im bliżej się w nią wsłuchać, tym lepiej słychać że jest ona niemal taka sama. A słuchanie tego trio na żywo jest jeszcze większą przyjemnością.
Wiktoria Zwolińska – Przebłyski
Powiedzenie, że „mamy Billie Eilish w domu” byłoby uproszczeniem, ale ciężko nie dopatrzeć się podobieństw tej młodej i niesamowicie zdolnej dziewczyny do światowej gwiazdy. Rzecz jasna, bardziej z jej początków. Wiktoria, która najpierw dała się poznać jako finalistka The Voice Kids (ciekawostka: jej rywalem był Marcin Maciejczak), bardzo podobnie jak młoda Eilish operuje niepokojem, nostalgią i smutkiem. Ale nie ma mowy o kopiowaniu, raczej o pokrewieństwu dusz. Przebłyski to album, który zaskakuje dojrzałością, zabawą brzmieniem i doborem gości (wśród nich m.in. Wiktor Dyduła i dziewczyny z Lor). Artystka opowiada o bolesnych doświadczeniach (album jest naznaczony m.in. wypadkiem gdzie wokalistka została potrącona przez samochód) w sposób wręcz… romantyczny. Obserwujcie ją, dobrze wam radzę. Ten krążek daje duże nadzieje na przyszłość polskiego popu.
Immortal Onion – Technaturalism
Jeśli uważacie, że jazz to muzyka dla snobów, intelektualistów i że w ogóle nuda, fuj itd… to idźcie wypluć te słowa i posłuchajcie najnowszego albumu Immortal Onion. Nie, wcale nie chodzi o to, że to pochodzące z Gdańska trio zgrabnie mieszają jazz z synthową 8-bitową elektroniką (bo swego czasu nawet wplatali metal w swoich kompozycjach!). Chodzi o to, jak oni świetnie przesuwają granice, nie gardząc tradycją. Tytuł Technaturalism jest tu wręcz na miejscu – zarówno techno jak i natura są tu w równowadze. Młode pokolenie muzyków związanych z jazzem nie boi się brać tego gatunku za rogi. I wychodzić z tego starcia zwycięsko.
PS. Planowałem ten wpis dokończyć i opublikować znacznie wcześniej, ale życie za bardzo dawało w kość. Uprasza się o trzymanie kciuków za autora, bo ma wielkie plany i potrzebuje siły.
