Po prostu tańcz! – Julia Wieniawa „Światłocienie”

Łatwo jest gardzić Julią Wieniawą. Atrakcyjna dziewczyna, z dużymi sukcesami, spełnia się na wielu polach biznesowych i artystycznych, jest jej wszędzie pełno. To w zupełności wystarczy by ją nazywać „atencyjną”, „próbującą łapać jednocześnie wiele srok za ogon”, „sztuczną”, „robiącą wszystko naraz i nie robiącą niczego dobrze”. A to tylko najłagodniejsze komentarze jakie czytam na temat naszej bohaterki. Droga muzyczna Wieniawy też nie była usłana różami. Wydanie drugiego albumu na własnych warunkach zdawało się drogą przez mękę. Wartą tego wszystkiego?

Po kolei. Julia Wieniawa swoją muzyczną karierę oficjalnie rozpoczęła w 2017 roku, pod szyldem Kayaxu – czyli jednego z największych nie-majorsowych labeli w Polsce. Debiutancki album udało się wydać dopiero w 2022 roku i widać było gołym okiem jak przez lata zmieniała się koncepcja Julii jako piosenkarki. Chociażby przez to, że jej największy radiowy hit – Nie muszę – nie znalazł się na albumie oraz jak bardzo zmieniał się wizerunek medialny wokalistki. Ostatecznie album Omamy okazał się całkiem niezłym kawałkiem popu/r&b, skrojonym głównie przez naprawdę niezły sztab współpracowników – wśród nich m.in. Arek Kłusowski, Kasia Lins, Mery Spolsky, czy Kuba Karaś. Za to samej Julii było relatywnie niewiele na liście płac.

W 2024 Julia oświadczyła, że odchodzi z Kayaxu i zaczyna pracę na własny rachunek. Jednak kiedy wydała nowy singiel pod własnym szyldem wydawniczym, to wtedy Kayax wszedł cały na biało oznajmując, że wokalistka podpisała kontrakt na wydanie trzech albumów i się z niego nie wywiązała, a umowa nie została w żaden sposób rozwiązana. Singiel Sobą tak szybko po premierze został zablokowany na Spotify. Zaczęła się internetowa walka na oświadczenia, branża muzyczna mocno się podzieliła. Ta afera prawdopodobnie spaliła Julii wiele mostów w branży muzycznej. Dziś nie wiadomo jak sprawa została zakończona. Skoro album udało się wydać – to najpewniej zawarto za kulisami jakąś ugodę.


Światłocienie w porównaniu do Omamów są bardziej autorskie. Julia jest współautorką każdego z utworów (poza jedynym instrumentalnym), a grono współpracowników jest niewielkie. Muzycznie trzymamy się popu i klimatów klubowych/elektronicznych. Od otwierającego album Sobą tak czuć, że jest zdecydowanie bardziej tanecznie niż na debiucie. Takie numery jak Będę tam, Na ustach czy Nie będziemy tęsknić zostały wręcz sprofilowane pod parkiety oraz dance-breaki na koncertach. Basy i dropy klubowe sączą się gęsto w większości tracków. Jedna dygresja: Od Nowa brzmi mi tak bliźniaczego do hitowego Nie muszę, że Wojtek Urbański chyba powinien się tu odezwać po tantiemy. I chyba właśnie dlatego ten banger nie chce mi do dziś wyjść z głowy. Podobnie jak pulsujące basem Tańcz jak ci zagram przy którym nie panuję nad swymi nogami.


Ale Światłocienie to nie tylko taneczne przeboje, chociaż zdecydowanie są one rdzeniem płyty. Przy numerze Wybaczam to napięcie mocno spada i przechodzimy na chwilę w wolniejsze numery oraz emocjonalne ballady. Moim zdaniem, taki nagły spadek klimatu mocno zabija jego klubowy feeling. Można było inaczej te numery rozlokować na trackliście, żeby nie wytrącać uwagi słuchacza. Zwłaszcza że te ballady okazały się dla mnie tymi najmniej angażującymi na albumie.

Singlowe Skoki w bok pozostawiły mnie w lekkim stuporze. Utwór który produkcyjnie brzmi jak hołd dla trip-hopu z lat 90., w połączeniu z nieco wymruczaną Julią sprawia wrażenie bardziej demówki. W miejsce tego kawałka widziałbym np. wydany jeszcze w 2024 utwór Nic nie zmieni?, który ostatecznie na album nie trafił. A szkoda, bo tam byłby fajnym bardziej popowym uzupełnieniem klubowej całości Światłocieni.

Na przełomie obecnej dekady mieliśmy wysyp muzyki nawiązującej brzmieniem do ejtisów i disco-syntezatorów. Teraz na arenę showbiznesową coraz śmielej wchodzi pokolenie, które wychowywało się na muzyce dance z lat 90 lub Britney Spears czy Madonnie z lat 2000, czego przykładami na światowej scenie są np. debiutancki album Addison Rae lub brat Charli XCX. Julia, będąca rocznikiem 98., ewidentnie zna te klimaty, może nawet też się na nich wychowywała. I – świadomie lub nie – wcieliła ten klimat w brzmieniu na Światłocieniach. Nawet wizerunkowo wydaje się nawiązywać do tamtych czasów – sesja zdjęciowa albumu aż kipi seksapilem niczym u Księżniczki Pop z czasów Toxic.

Tekstowo mamy różne odmiany relacji międzyludzkich. Jako że Julia jest współautorką wszystkich, to portale plotkarskie pewnie już urządzają wiwisekcje utworów przypisując liryki do poszczególnych byłych partnerów wokalistki. Nie mi oceniać o kim śpiewa Wieniawa (jestem fanem Taylor Swift, więc byłbym hipokrytą gdybym za to samo ubliżał Julce). Za to osobiście niektóre teksty interpretuję jako opisy relacji artystki z showbiznesową machiną – zwłaszcza propo zeszłorocznych przeżyć z Kayaxem. Nieważne gdzie leży prawda – artystce udało się uniknąć banałów i melodramatycznych porównań. A przynajmniej nie ma ich dużo na te 45 minut słuchania. No, i oczywiście utwór Kocham, który jest naprawdę ładną laurką do ciałopozytywności i miłości własnej.

Jedną łyżką dziegciu są tu goście, a dokładniej ich udział. A jeszcze dokładniej – że są tak przeźroczyści, że mogłoby się obyć bez nich. Pezet w Wybaczam wyrzuca z siebie słowa tak jakby był już jedną nogą w taksówce do domu, Dziarma w Tańcz jak ci zagram jest całkowicie pozbawiona ikry, a Zalię i Julię Pośnik na Szpilkach wręcz idzie przegapić.


Warto też pamiętać o tym, że w Polsce mainstreamowi artyści pop nie robią za dużo muzyki docelowo do tańca i zabawy. Polski kobiecy pop (bo od męskiego nawet nie próbuję tego oczekiwać…) chce grać treścią i przekazem, opierać się na żywych instrumentach oraz co najwyżej bujać/porywać do skakania. I jest coraz mniej popem, a częściej alternatywą/rockiem. A czasami potrzebujemy po prostu potańczyć. I właśnie po to mamy dzisiaj Julię Wieniawę, której muzyka ma po prostu porwać do tańca. Takiej też potrzeba, może nawet bardziej niż kiedyś. Choćby był to taniec z łzami w oczach. Ja ktoś mi puści te bangery ze Światłocieni – to sam popędzę na parkiet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *