Dajcie Jacksonowi umrzeć!

Dajcie Jacksonowi umrzeć! post thumbnail image

Wiem że w głowach wielu z nas on jest wciąż wiecznie żywy – jak Elvis, James Dean i Marilyn Monroe. Ale pogódźmy się ostatecznie z jednym faktem – Michael Jackson nie żyje, przynajmniej cieleśnie. Zdążył jednak za życia wybudować sobie wielki muzyczny pomnik, i będzie wiecznie żył dzięki swojej muzyce. Dyskografia Michaela do 2009 roku to 10 albumów studyjnych, dziesiątki wszelakich kompilacji, ponad 100 singli, reedycje wszelakiego typu. Jest tego całe mnóstwo. Niestety, wciąż są ludzie którzy nie chcą dać Michaelowi spokoju, i wyciągają z jego archiwów niepublikowane utwory i chcą je wydawać, bez pytania o zdanie samego zainteresowanego. Tak jest, 13 maja ukaże się nowy album zawierający niepublikowany materiał – „Xscape.

Przypominam że jeden pośmiertny album już dostaliśmy – „Michael” z 2010, gdzie do niepublikowanych wcześniej singli wtrącono 50 Centa, Akona i Lenny’ego Kravitza. Było już wtedy jasne, że dawni znajomi i ludzie związani z MJ nie dadzą mu umrzeć w spokoju. Wciąż będą go ożywiali. A teraz robią to znowu, tyle że z „Xscape”.

Osobiście, kompletnie nie aprobuję idei albumów wydawanych po śmierci artystów, zwłaszcza oflagowanych napisem „niepublikowany wcześniej, premierowy materiał”, itp. Przerabialiśmy to w przypadku Amy Winehouse, niedawno ukazał się pośmiertny album Johnny’ego Casha, a 2Pac więcej płyt „wydał po śmierci” niż za życia. Żeby było jasne, nie mam tu na myśli wydawania kompilacji upamiętniających, na których mamy stare single, znane jeszcze za życia artysty. Ani też wydawaniu zremasterowanych znanych już płyt. Nie pasuje mi tylko postawa hieny cmentarnej, która włamuje się do grobu i zabiera zmarłemu jego garnitur. Tu mamy zakradanie się do prywatnych archiwów i wydawanie utworów, których zmarły być może nie chciał pokazać światu.

(fot. michaeljackson.com)

(fot. michaeljackson.com)

MJ to był człowiek-orkiestra i tytan pracy. Tworzył muzykę dzień i noc, można powiedzieć że w zasadzie sam był muzyką. W zbiorach jego i jego dawnych producentów na pewno znajdziemy kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset niepublikowanych piosenek, które z jakiegoś powodu jednak nie ujrzały światła dziennego. Może Michaelowi się nie spodobały w porównaniu do tych wydanych? Może uznał że są dla niego zbyt ważne i osobiste, by się nimi chwalić? A może po prostu nie chciał wydać „bo nie”? Miał do tego prawo, mógł je schować do szuflady i się nimi nie dzielić. Bo czy ktokolwiek spytał Michaela o zdanie w kwestii czy możemy cokolwiek z jego archiwów wydawać i trzepać na tym pieniądze (to pytania retoryczne, nie odpowiadajcie)?

Co prawda, na samym początku zapowiedzi wydania płyty Epic Records oświadcza że album wydaje w porozumieniu ze spadkobiercami MJ. To dalej nic nie jest warte. To nie były nagrania ich, tylko nagrania Michaela. Jego własne. To do niego właśnie powinno należeć ostatnie słowo. I to samo odnośnie wszelakich innych artystów, których albumy pośmiertne będą wydawane. Niech wszyscy spoczywają naprawdę w spokoju, bo nie trzeba przedłużać im życia. A już na pewno nie Królowi Popu.

Moje słowa są tu zresztą guzik warte. Album już od wczoraj jest dostępny w pre-orderze na iTunes i na pewno sprzeda się na pniu. Wczoraj jeszcze żyłem nadzieją, że to kiepski żart na prima aprilis.