Doda – męczennica polskiego showbiznesu

To jest już pewne – tej jesieni ukaże się trzeci, długo wyczekiwany album Dody. Album, który – według słów samej zainteresowanej – nadchodzi w wielu trudach i przeciwnościach. Z którymi samozwańcza Królowa nie walczy – ale co nie znaczy, że je akceptuje.

Zasadniczo biorąc, od czasów rozpadu Virgin – które, jak pamiętamy, nie przebiegło w spokojnej atmosferze – wokalistka ma stale pod górkę w karierze solowej. Widocznie krąży nad nią jakieś fatum, które nie pozwala jej spokojnie prowadzić karierę gwiazdy muzycznej opływające w dobre utwory i przeboje. A dobrze wiemy, że Dodzie niczego nie brakuje – wciąż rewelacyjnie śpiewa, ma ciało seksbomby, spore doświadczenie sceniczne, nabyte nie tylko w Virgin, ale również w wieloletniej pracy w teatrze Buffo, a teksty swojego autorstwa również ma nienajgorsze. A nawet jeśli nie śpiewa własnych, to potrafi dobrze zinterpretować również cudze (polecam posłuchać jej aranżacji Nic nie może wiecznie trwać Anny Jantar lub Titanium Davida Guetty).

Tyle że co każdą wydaną płytę, Dodzie coś rzuca kłody pod nogi.


Pierwszy solowy album artystki – Diamond Bitch z 2007 roku – początkowo był świetną passą. Co prawda, zawarta na nim fuzja rockowych wpływów z popem nie przypadła do gustu krytykom muzycznym, ale fani z czasów Virgin ochoczo przyjęli taką Dodę. Album w ciągu miesiąca od premiery pokrył się platyną. Ale potem było już gorzej. Najpierw Dodę oskarżono o plagiat w utworze To jest to. Później Doda, wdawała się w głośne i bardzo burzliwe konflikty – czasami tylko słowne: z Przemysławem Saletą, na planie show „Gwiazdy tańczą na lodzie” w którym Doda odgrywała rolę jurorki; czasami wręcz siłowe: Doda miała wdać się w agresywną bójkę z członkami zespołu Grupa Operacyjna, który niejednokrotnie wyśmiewał Dodę w swoich utworach. Innymi słowy – Doda zajmowała się wszystkim, tylko nie promowaniem albumu. O tym, że jest również piosenkarką, przypomniała sobie dopiero po roku od wydania albumu – wydając jego reedycję z przebojem Nie daj się, a później… robiąc powoli teledyski do kolejnych utworów z płyty, która już wtedy miała ponad dwa lata.


Na drodze do głośnego sukcesu drugiej płyty stanęły problemy osobiste. Tuż po wypuszczeniu kontrowersyjnego singla Bad Girls i zapowiedzeniu albumu 7 Pokus Głównych, ówczesny narzeczony artystki, którym był Adam Darski z Behemotha, zachorował na białaczkę. Wokalistka z miejsca anulowała wszystkie plany wydawnicze, by poświęcić się zdrowiu Nergala i poszerzyć świadomość Polaków o białaczce. Oczywiście, że nie można mieć o to do niej pretensji. Wielu z nas na jej miejscu postąpiłoby podobnie. Ale albumowi, który nadszedł rok później, nie pomogło to ani trochę. Ani też Dodzie, która rozstała się z Nergalem jeszcze przed premierą albumu. Późniejsza promocja albumu również kulała na obie nogi – single i nowe teledyski wydawano z nawet kilkumiesięcznymi opóźnieniami, a za wszystkim stał naprawdę spory przerost formy nad treścią. 7 Pokus Głównych zebrało tylko ciut lepsze recenzje niż pierwsza płyta. Dosłownie ciut lepsze.

Jeszcze kolejnym cierniem naprzykrzającym się Dodzie, jest Ryszard Nowak – członek Komitetu do Spraw Obrony Przed Sektami, który postawił sobie za cel wsadzić za kratki Dodę (a także kiedyś Nergala, którego wielokrotnie podawał do sądu). Wokalistka miała „znieważyć uczucia religijne” – a sprawa jest już na tyle ciągnąca się, że obecnie trafiła do Trybunału Konstytucyjnego. Ostatnio dał się we znaki również impulsywny charakter Dody – na wszelakich portalach (nie tylko tych plotkarskich) najwięcej miejsca zajmuje nie muzyka Dody, a jej sprzeczki z Agnieszką Szulim – prezenterką TVN. Sprawa z tą drugą przybrała już wymiar mocno osobisty – obie panie w tę wojnę wciągnęły swoje rodziny.


Przy trzeciej płycie problemy zaczęły się tworzyć, zanim w ogóle została stworzona. Jeszcze w 2013 roku Doda podpisała kontrakt z wytwórnią EMI, wydała jeden – bardzo zaskakujący i dobry brzmieniowo – singiel High Life i zapowiedziała od razu nową płytę. Tymczasem, skończyło się tylko na koncertowym DVD i braku jakichkolwiek nowych utworów. Później Doda przyznała, że nowa wytwórnia nie umiała się nią dobrze zająć, a ona – nie chcąc dłużej czekać – wróciła do dawnego labelu (Universal Music). Artystka nowy singiel (Riotka) pokazała dopiero ostatniego dnia 2014 roku, kolejne pół roku czekaliśmy na kolejny.


Ktoś zapewne stwierdzi, że „Doda może być sama sobie winna”. Bo niby mogłaby się postawić. Oczywiście, że tak. Ale patrząc na to, jak bardzo dostawała (i wciąż dostaje) w kość oraz tym co ją spotykało i spotyka przez lata, już nie można się ani trochę dziwić temu, że artystka może być tym już naprawdę zmęczona.

Z ostatnich wypowiedzi Dody w wywiadach – w tym również mojego dla wyspa.fm – wynika wprost: Doda nie nagrywa tego, czego chce. Nagrywa to, co jest skalkulowane na sukces i na dobrą sprzedaż. Reporterom i fanom odpowiada że marzy o powrocie do brzmień ostrych i bezkompromisowych, ale musi nagrywać to co się musi sprzedać i dobrze słuchać. A Riotka i Nie pytaj mnie jawią nam się jako popowe single inspirowane estetyką disco. Całej płyty zapewnie możemy spodziewać się dokładnie takiej. A Doda, zapytana wprost czemu nie robi tego na co ma ochotę, odpowiada krótko: ma dosyć takiego kopania się z koniem. Chce po prostu dawać ludziom muzykę – chyba nawet już nieważne jak brzmiącą.

1 thought on “Doda – męczennica polskiego showbiznesu”

  1. I to jest gwóźdź do trumny. Płyty nie bedzie, bo nagrywa płytkę od nowa na rockowo bo te disco się nie przyjęło w radiach.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *