Pages Menu
TwitterRssFacebook
Categories Menu

Posted by on Sty 31, 2013 | 6 comments

Deezer, you’re doing it wrong!

Deezer, you’re doing it wrong!

Pamiętam swój pierwszy kontakt z Deezerem. Gdzieś około listopada. Było to jak wejście do małego, muzycznego raju (no, może nie takiego małego…). Szybka rejestracja, i już mam dostęp do mnóstwa muzyki. Poczułem się jak dziecko zostawione na noc w sklepie ze słodyczami bez kamer, ochroniarzy i zamkniętych szafek. B-side’y singli Billy Talent, pierwsze albumy Bruce’a Springsteena, cudowne remixy Bjork… Raj, raj, i jeszcze raz utopia. W czasie trwania okresu próbnego spędzałem tam całe dnie na słuchaniu wszystkiego co mi umykało. Kiedy się skończył, mogłem dalej korzystać za darmo przez 15 dni triala abonamentu Premium. W międzyczasie WiMP wkroczył do Polski, i jego również udało mi się przetestować. Jednak nie zachwycił mnie zbytnio, i bez żalu wróciłem do Deezera – mojego małego raju. Dosłownie parę dni po końcu mojego darmowego abonamentu, Deezer zrobił wszystkim użytkownikom wspaniały prezent – pół roku słuchania za darmo! Byłem w niebie, chciałem twórcom stawiać pomniki. Zacząłem myśleć, że kiedy Spotify wejdzie do Polski będzie musiało się nieźle wysilić aby zrobić ze mnie ich użytkownika. Niestety, ostatnio Deezer zaczął mnie lekko rozczarowywać…

Pierwsze dziwactwa rozpoczęły się, gdy już można było korzystać z abonamentu Freemium (pół roku słuchania utwórów w całości za darmo z reklamami). Wchodzę na profil Apocalyptiki, by posłuchać albumu Worlds Collide (osobiście uwielbiam go, ze względu na występy gościnne m.in. Corey’a Taylora ze Slipknot i Tilla Lindemana). Przewijam, przewijam… hmmm, gdzie on jest? Przecież go tam słuchałem jakiś czas temu… Odświeżam stronę, myśląc że to jakiś mały bug. Po trzykrotnym odświeżeniu stwierdzam, że po prostu zniknął. Jak? Jednak udało mi się go odszukać – wchodząc na swoją playlistę, na której miałem utwór I Don’t Care, kliknąłem w album i znalazł się. Dziwne.

Kolejne dziwactwo doprowadziło mnie do jeszcze większego whatthefucka. Wpisuję w wyszukiwarkę „The White Stripes” chcąc posłuchać ostatnich płyt. Wchodzę… i zakładka „Dyskografia” jest pusta. O co tu chodzi?! Pamiętam doskonale że były wszystkie! Album Elephant mam zapisany w ulubionych, więc „wchodzę naokoło”. Klikam, i co widzę? Wszystkie tytuły oznaczone jako „Piosenka aktualnie niedostępna w twoim kraju”. Tak nagle? Bez ostrzeżenia? Nie mieliście załatwionych praw autorskich? I zacząłem się wkurzać.

white stripes

Deezer raczy sobie żartować.

Ale to jeszcze małe piki. Mógłbym to jeszcze minimalnie zaakceptować i zrozumieć w przypadku artysty zagranicznego. Nie ma sprawy. Ale, do jasnej cholery, utwory polskiego wykonawcy niedostępne w Polsce?! Deezer, co z tobą?

wkurw na deezera

Pogadajmy o dostępności, nie o jakości muzyki tego zespołu, ok?

Dalej jednak z serwisu korzystałem, i odkrywałem co rusz nowe dziwactwa. Najbardziej zaskoczyło mnie poniższe. Z tym, ze tym razem już nie powstałe z winy Deezera. Otóż, Pink Floyd zdecydowało że udostępni cały swój katalog do odsłuchu na Deezerze. Nie ma sprawy. Ale dla „darmowych słuchaczy” – nie. Na szczęście, nie mam powodu aby się za to gniewać na zespół. Za ich muzykę spokojnie zapłacę. Nie gniewam się.

floydy

Posiadacze kont Freemium są niepocieszeni, i zmotywowani do zapłacenia.

Ale apogeum mojego wkurzenia zostało osiągnięte wczoraj, kiedy w końcu dowiedziałem się, dlaczego i dla kogo takie chwyty zastosował. Wczoraj miałem ochotę posłuchać Dead Can Dance. Wpisuję, i co widzę? Zniknęły wszystkie albumy, został tylko najnowszy Anastasis. Z odpowiedzią na moje zdziwienie przyszedł mi jeden z twitterowców. On miał wszystkie płyty DCD dostępne – z tym że on korzysta z konta Premium. I to jest zapewne całe wyjaśnienie.

Drogi Deezerze, po co sobie tak lecisz w kulki? Najpierw mówisz dajesz mi darmowy, niczym nieograniczony dostęp do całego swojego katalogu (reklamy między utworami idzie znieść), a potem po cichu i bez ostrzeżenia wprowadzasz takie modyfikacje? Chcecie żebym jak najszybciej zapłacił? Naprawdę, lepiej na mnie działało gdy całkiem odcięliście mi dostęp od słuchania i mówiąc „zapłać naprawdę mało, to dostaniesz mnóstwo” , niż „masz za darmo, ale nie wszystko”. Poza tym, skąd mam gwarancję że gdy zapłacę to wszystko będzie jak wcześniej? Może dalej będą jakieś braki? Bardzo nieładna taktyka. Obecnie z niecierpliwością oczekuję oficjalnego wejścia Spotify na polski rynek. Niech mnie powali na łopatki funkcjonalnością, katalogiem, cenami i – przede wszystkim – uczciwością z użytkownikiem.

A tymczasem – Deezer, you’re doing it really wrong!