Zostawcie Justina w Stanach!

Ponad 200 tysięcy Amerykanów podpisało petycję o deportację Justina Biebera do ojczystej Kanady. Wystarczyła połowa tego, by sprawą musiał się już oficjalnie zająć Biały Dom. Justin najwidoczniej przegiął w oczach Amerykanów, którzy mieli najwyraźniej dość że idol ich córek dawno przestał być dobrym przykładem.

Bądźmy szczerzy, nie ma szans by rząd USA kazał mu wracać do Kanady. Do czegoś takiego potrzeba znacznie cięższego przestępstwa niż sama jazda pod wpływem różnorakich substancji – nawet jeśli domaga się tego kilkaset tysięcy ludzi. Argument „bo mógł zabić” do mnie nie przemawia. Powiem więcej – jestem zdecydowanie za tym by Justin został w USA. Będzie go można wtedy ukarać ostrzej niż tylko deportując.

Pomyślmy chwilę, czy odesłanie Justina do domu sprawi że cokolwiek się zmieni? Że wróci ten grzeczny chłopak za czasów „Baby”? Nie musi. Justin dalej może zgrywać wielce dorosłego robiąc kolejne wyścigi na ulicach Kanady, będzie tam też pluł na fanów, tam będzie chodził do domów publicznych. Ale wątpię by Amerykanami kierowała troska o zachowanie Biebera. Oni chyba bardziej boją się, jaki on może mieć wpływ na ich dzieci. I tu dla mnie jest już coś nie tak. Czemu rodzice zrzucają odpowiedzialność za ich pociechy na ich idoli z okładek magazynów? Czy to oni powinni wychować dzieci, czy Justin? Jeśli boją się że przez Justina ich latorośle zejdą na złą drogę, to niech sami zaczną je wychowywać, mówić im co dobre i złe, a także pokazywać im inną muzykę, jeśli nie potrafią ścierpieć „Beauty And a Beat” dobiegającego z ich pokoi. Ja tutaj widzę zwyczajne umywanie rąk od odpowiedzialności dorosłych.

justin-bieber-mug-600

Wysłanie Justina do Kanady nie musi pomóc. Ja widzę znacznie lepsze rozwiązanie. USA muszą Justina zgodnie i silnie potępić i zignorować. Powiecie że „ta petycja jest wystarczającym potępieniem że Stany go nie chcą”. Co to jest 200 tysięcy w kraju którego ludność przekracza już 315 milionów? Tyle co nic. Ale media i społeczeństwo może mu wymierzyć mocniejszą karę. Moja znajoma kiedyś napisała bardzo fajne słowa, że „najgorszą karą dla wszystkich odrażających treści w internecie jest ignorowanie ich”. Parę lat temu boleśnie przekonał się o tym Chris Brown, kiedy niemal wszystkie stacje telewizyjne i magazyny totalnie olały jego ostatnie albumy, nie chcąc ich w ogóle promować. Jestem za tym, aby Justinowi taką właśnie karę wymierzyła Ameryka. Jeśli naprawdę go nienawidzi i go tu nie chce – niech o nim zapomni. Niech media które ochoczo piszą o każdym jego wybryku (i dostają potem tony maili od wkurzonych belibierek) niech go zignorują. To go zaboli najbardziej niż groźba deportacji.

Ale jestem też świadom, że nie ma szans nawet na takie ukaranie Justina. Ostatnio było głośno o jego żarcie że przejdzie na muzyczną emeryturę. Na jego miejscu poważnie bym się nad tym zastanawiał. By później wrócić jako znacznie fajniejszy człowiek. I może też jako fajniejszy muzyk.

(Justin wychodzący z więzienia był tutaj, jego mug shot tutaj)