Szymon Norkowski – poznański artysta tworzący na pograniczu indie i alternatywnego rocka, którego muzyczne korzenie tkwią w kulturze hip-hopu. Jego twórczość to emocjonalna, pełna wrażliwości podróż przez refleksje o świecie, relacjach i – przede wszystkim – samym sobie. Na niedawno skończonej ostatniej edycji Next Fest Showcase Festival & Conference, Szymon zagrał premierowy koncert z materiałem z nowej EPki Kiedyś było lepiej, która ukazała się 17 kwietnia. I tego samego dnia postanowiłem go przepytać o wszystkie emocje związane z tym materiałem.
Spotykamy się w dniu, w którym wyszła twoja pierwsza EPka. Przesłuchałem ją parę razy, a ponieważ wiem, że ty często lubisz mówić i śpiewać o sobie, to mi po przesłuchaniu zrobiło się trochę zimno. Te wszystkie emocje i te wszystkie nerwy, które tam wykrzykujesz – „Kiedyś było lepiej” jest opisem tego co wciąż w tobie siedzi? Czy ty to z siebie wyrzucasz by iść dalej?
Ja bym chciał zacząć od tego, że cieszę się, że wypuściłem tę EPkę. I teraz mogę już pójść dalej. Faktycznie, te wszystkie emocje – cała ta frustracja i ten żal, które zawierają się na tym projekcie – to oczywiście było w 100% realne i żyłem tym przez bardzo długi czas. Ale to była istotna część drogi i mojego odnajdywania się na nowo. I myślę, że na tym albumie można to usłyszeć. Cieszę się bardzo, że to już ze mnie zostało po prostu wyrzucone. I że mogę już po przewartościowaniu sobie pewnych kwestii ruszyć dalej z bardziej czystą i otwartą na nowe głową.
Czyli usłyszeliśmy to co u ciebie było i – mamy nadzieję – że nie wróci?
Tak, też mam taką nadzieję. Nie powiedziałbym, że będzie to pochowane, bo nie chciałbym się tego wypierać. Myślę, że to wszystko co towarzyszyło mi podczas robienia tej EPki było wartościowym doświadczeniem. Ale teraz oprawiamy to ładnie w ramkę, stawiamy gdzieś na szafeczce. Pewnie się trochę się zakurzy za jakiś czas. Będzie można spojrzeć i się uśmiechnąć na to wspomnienie.
A jutro premiera koncertowa na Next Fest. Koncert we własnym mieście to więcej adrenaliny czy więcej nerwów?
Myślę, że więcej adrenaliny. Bardzo mnie cieszy to, że mogę pierwszy koncert z całym tym materiałem właśnie zagrać u siebie. I to jeszcze na takim wydarzeniu jakim jest Next Fest. Wiem że zawitają tam moi znajomi i rodzina, a to mnie bardzo motywuje. Oczywiście, jest pewien element stresu czy delikatnych nerwów, ale to bardziej pomieszane z ekscytacją.
Wspomniałeś o rodzinie i znajomych. A był taki moment którym dotarło do ciebie, że to, co robisz, to już nie jest tylko dla garstki kolegów, to nie jest tylko dla puszczenia babci, mamie, koledze, partnerom – tylko że to już idzie dalej?
Kurczę, ja myślę, że to trochę tak stopniowo następuje.
Czyli jeszcze tego nie czujesz?
Myślę, że nie. Cały czas nie postrzegam się jako artysta z jakimkolwiek rozgłosem. Chociaż… jak gdzieś tam ostatnio rozmawiałem z jakimiś przypadkowymi ludźmi i oni mi mówią, że mnie znają, to był dla mnie szok. Innego razu pisze do mnie jakaś obca dziewczyna na Instagramie: ”Ej, czy ja cię właśnie nie mijałam na Półwiejskiej? Chciałam podejść i się przywitać bo się mega jaram tym, co robisz”. Ja aż nie wiem co powiedzieć w takim momencie. Ja na pewno siebie nie postrzegam jako taką osobę. Ale fajnie, że inni mnie tak postrzegają
Po prostu nie oswoiłeś się z tym, że obcy ludzie znają twoje imię i muzykę?
Nie, myślę, że jeszcze nie.
Czy w dzisiejszym świecie forma albumu ma sens dla ciebie jako muzyka? Czy liczą się bardziej single, krótkie formy i koncerty?
Myślę, że albumy mają sens, ale tylko w przypadku w którym jest się już dużym artystą. Ja jestem tego świadom, więc swoją EPkę wypuszczałem w bardziej singlowym formacie. Obecnie duże platformy streamingowe nie wspierają całego projektu, tylko poszczególny utwór, zwłaszcza gdy jesteś początkującym artystą. Ja bym bardzo chciał, żeby albumy stały się ważniejsze. Fajniej jest zaprosić kogoś od razu w całość swojego świata, a nie tylko jednego fragmentu.
Czyli możemy mieć nadzieję, że kiedyś pojawi się debiutancki pełnoprawny album Szymona Norkowskiego?
Tak, jak najbardziej! Natomiast teraz po wydaniu tej EPki, przez kilka najbliższych miesięcy będę skupiał się na kolejnych singlach. I będę wszystko jeszcze bardziej dopracowywał niż na Kiedyś było lepiej.
O, to już masz plan co dalej?
Tak. Zwłaszcza, że ja potrzebuję planować i rozpisywać sobie kalendarz na następne miesiące, bo bez tego się kompletnie gubię. Niedawno po zrobieniu takiego planu wyszło mi, że mógłbym co miesiąc do końca roku wypuszczać nowe piosenki. Będzie dużo nowych rzeczy i w nieco innych muzycznych klimatach niż EPka. Bardzo mnie to ekscytuje!
Gwarantuję ci, że na twoim koncercie się zobaczymy. A jak byś zachęcił tych nieprzekonanych?
Na takim koncercie jak mój, możesz zobaczyć w obcym swoje emocje. W tym takie do których sam boisz się przyznać. Fajne jest móc spojrzeć po prostu na czyjeś uzewnętrznianie się z bardzo intymnych i bolesnych rzeczy. Wtedy pomyślisz: „Ej, nie tylko ja tak mam. On ma to samo. Nie jestem w tym sam. Nie jestem jakimś straconym przypadkiem czy jakimś kosmitą. Jesteśmy w tym wszyscy razem!”.
Innymi słowy – wszystkie freaki świata: łączmy się!
Dokładnie tak!


