„Podchodzę do fanów jak do moich ziomali” – Noffkoffska

Noffkoffska – prywatnie Oliwa Nowakowska – to artystka której „rapo-pop” spotyka się z duszną atmosferą i nienachalną szczerością. Noffkoffska na początku swej drogi nie udaje nikogo i jest bezpośrednia – do tego stopnia, że wręcz zaprasza swoich słuchaczy do przesiadywania w jej pokoju. Dzień po jej koncercie na Next Fest Showcase Festival & Conference złapaliśmy się żeby pogadać między innymi o wrzucaniu singli z dnia na dzień, nadchodzącym debiutanckim EP i jej bardzo bezpośrednim kontakcie z fanami.


Cześć Oliwia, miło cię widzieć. Spotkamy się na Next Feście. To taki festiwal gdzie formuła showcase wymusza pewne ramy. Nie czujesz, że 30 minut koncertu jest dla ciebie za mało?

Nie, to jest dla mnie w sam raz. Zawsze gram po 30 minut i chyba nigdy nie występowałam dłużej. Te pół godziny to czas w którym czuję, że mogę dać z siebie 100%. Wiadomo, kiedy to ja kogoś oglądam, to oczywiście że chcę więcej.

Czyli jakbyś teraz była główną gwiazdą wieczoru, to też pół godziny by ci wystarczyło?

Nie no, wtedy trzeba było by pokazać więcej. Do czasu jak osiągnę to taki status, to na pewno dojdą nowe utwory, więc szkoda by było je pominąć żeby tylko upchnąć się w te pół godziny. W pewnym momencie dojdzie do tego, że zacznę grać dłuższe koncerty.

Czekając na twoje debiutanckie EP muszę cię o coś dopytać. Żyjemy w erze, gdzie digitalizacja wymusiła duże zmiany. Coraz rzadziej się liczą albumy, a częściej bardziej single. Jakie ty masz do tego podejście? Album ma sens czy tylko piosenki?

Wydaje mi się, że od wykonawcy zależy. Jeśli artysta jest mniejszy, to na pewno te single robią robotę i fajnie jest singlować na początku. I tak mi też każdy doradza. Ja też miałam przez chwilę taką myśl: ”dobra, nie będę się odzywać przez jakiś czas i wreszcie puszczę tę EPkę”. Ale tak naprawdę jestem na tyle małym jeszcze artystą, że boję się czy nie stracę wtedy zainteresowania fanów. A ja bardzo sobie cenię sobie kontakt z moją publiką. Odzywam się do nich regularnie – czy to na relacjach, czy na moim kanale na Instagramie. I wtedy głupio by było mi tak po prostu zniknąć, a później nagle coś wydać. U takich artystów jak Taco Hemingway takie puszczanie singli by w ogóle nie pasowało. Niektórzy artyści wręcz muszą puścić całą płytę od razu.

Wspomniałaś o kontakcie z fanami. Uwielbiam jak to robisz u siebie, że dosłownie zapraszasz słuchaczy nie do klubu na koncert, tylko wręcz do własnego pokoju.

Tak, uwielbiam tak się dzielić. Wiadomo, że nie o wszystkim będę im mówiła. Ale na przykład: raz dam znać w jaką teraz gierkę sobie pykam i zaraz mi ktoś odpisze „o, też w to grałam” albo „o, a to też sobie zagram”. Taka interakcja jest zajebista i bardzo rzadka u artystów. A szkoda, bo wydaje mi się, że to bardzo buduje więź. Z niektórymi moimi fanami mam w miarę regularny kontakt na tych socialach do tego stopnia, że ja ich kojarzę czy na koncertach, jak się pojawiają kolejny raz. Wręcz śmieję do nich ze sceny „kurde, znowu wbijasz!”. Podchodzę do nich jak do moich ziomali.

Traktujesz fanów jak swoich kolegów, to jest super. Ale pewne kiedyś trzeba będzie postawić granicę i chronić życie prywatne. Boisz się tego?

Wiem, będzie kiedyś taki moment, kiedy trzeba będzie tą granicę jednak postawić. Wiadomo – ludzie są różni i to może kiedyś mi wyjść na złe. Ale na razie – cieszę się tą wolnością i tym, że mogę sobie dać luz. Ale na pewno będzie taki moment, gdzie trzeba będzie trochę mniej jednak publikować siebie i skupić odbiorców mocniej na mojej muzyce.

Będzie ci tego szkoda?

Na pewno.

Chwilę temu wyszedłem z panelu o artystach DIY – czyli takich, którzy są „Asiami-samosiami”, co sami sobie piszą, produkują, sami też robią swój content na social mediach. Jesteś jedną z takich artystek. Taka praca przy wszystkim jest przytłaczająca, ale też wyzwalająca i trzeba sobie narzucać rygor. Jak to wygląda u Ciebie?

Powiedziałeś „wyzwalające” i to pierwszy przymiotnik, który bym do siebie przypisała. Przytłaczające – też. Na przykład teraz mam taką sytuację, że jestem na Next Fest i jednocześnie muszę dopinać dwa koncerty, plus jeszcze akceptować grafiki, które ktoś mi zrobił na okładki. Jest to pełno roboty, ale też nie chcę na to narzekać. Teraz to jest wymarzony moment w moim życiu. Nie narzekam na to. Aczkolwiek, najczęściej jest tak że jak biortę ten telefon do ręki, to długo go nie odłożę, bo muszę załatwić milion spraw.

Na razie to akceptujesz? Nie czujesz „kurde, to nie ogarniam, musz ktoś musi to zrobić za mnie”?

Ja bym nawet nie chciała chyba tego oddawać nikomu… Chociaż, niektóre kwestie związane z koncertami, które ktoś by mógł za nieco ogarnąć. Ale obecnie ogarniam.

Marzysz obecnie o jakimś kontrakcie płytowym?

Dobrze mi jest tak jak jest, ale się nie zamykam. Gdyby była jakaś fajna propozycja, to ja jestem otwarta, mogę rozmawiać. Aczkolwiek ja sobie cenię bardzo dużo, żeby oddać coś z tej wolności. Moja decyzja musiałaby być we wszystkim najważniejsza. To jest takie wybieranie między sercem a rozumem, co ja chcę, a tym co mi ludzie podpowiadają. Jeszcze nie mam teraz jakiś poważnych propozycji. I w sumie dobrze, że nie mam, bo nie muszę się na tym zastanawiać. Wiadomo, że każdy marzy o fajnym kontrakcie, żeby być wspieranym, żeby był na ciebie budżet…

Nawet po to by ciebie trochę odciążyć z tej pracy przy telefonie.

Tak, żebym mogła tylko siedzieć w pokoju, pisać muzę i nagrywać. Ae jakoś tak cieszę się tą obecną drogą i teraz jestem bardzo zadowolona. Jeśli coś się zmieni po drodze, to oby tylko na korzyść mojego komfortu.

To kiedy ta EPka? Masz już jakiś termin w głowie?

Bardzo bym chciała, wydać ją w czerwcu. I robię wszystko, żeby tak było. Nie chcę rzucać konkretnej daty. Ale już wcześniej mnie o to zapytano i się wysprzęgliłam z tym końcem czerwca, więc manifestujmy to wszyscy by się udało!

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *