Równanie na idealny album Hey’a, kolaboratorzy Beyonce, nawalanka Luxtorpedy, powrót królowej polskiej elektroniki, czyli wkracza kolejne Krótko Po Nutach. Tym razem, mocno z reprezentacją polską. Zapraszam.
Hey – BŁYSK
Pierwiastek brzmienia zapoczątkowanego na MURP razy rockowa przebojowość [sic!], plus doskonale znana erudycja tekstowa Kasi Nosowskiej, minus wszystko to, co nie wypaliło na poprzednim Do Rycerzy, Do Szlachty, Doo Mieszczan. I tym równaniem dostaliśmy wreszcie doskonały album Hey’a, jakiego brakowało od co najmniej siedmiu lat.
9/10
Dłuższa recenzja albumu do przeczytania na wyspa.fm
Julia Marcell – Proxy
Wiedziałem, że Julia umie pisać kawałki mogące być radiowymi przebojami, jednak póki nie zaczęła pisać i śpiewać po polsku nie miałem na to namacalnego potwierdzenia. Marcell ma tu zarówno mocne refreny, jak i przebojowe popowe melodie, w dodatku okraszone naprawdę cudownymi tekstami (alegorie w Ministerstwie Mojej Głowy i nawiązania popkulturowe w Tetrisie – mniam!). Jedyną wadą tej płyty jest to, że jest stanowczo za krótka.
8/10
Beyonce – Lemonade
Jack White, Kendrick Lamar, Diplo, Yeah Yeah Yeahs, Father John Misty – lista współautorów nowego albumu Bey jest tak zaskakująca, jak zawartość krążka. Wpływy alt-rockowe (Don’t Hurt Yourself), rasowe country (Daddy’s Lessons), sporo dub/trapu (Formation, Sorry, 6 Inch), gdzieniegdzie trochę funky (Hold Up), a wszystko zgrabnie poskładane i spójne jak nigdy wcześniej u pani Carter. Jeśli Jay-Z faktycznie zdradzał Beyonce, co bardzo mocno sugeruje zawartość tekstowa jak i film dołączony do albumu, to przynajmniej wyszła z tego niezła płyta. Kolejny dowód, że kobieta potrafi zrobić więcej, kiedy jest wściekła.
8/10
Luxtorpeda – Mywaswynas
Szybciej! Ostrzej! Mocniej! Napierdalać!… Tylko zaraz, może też przydałoby się odnaleźć? Bo mam wrażenie że Luxtorpeda gdzieś się pogubiła. Jasne, jest czad, niezła produkcja, nawet mastering. A i tym razem, Hans w swej warstwie lirycznej (ba, momentami nawet tekstowej!) przebija Litzę o głowę. Luxtorpeda niby przyśpiesza, ale jakiś słabym napięciem tym razem.
5/10
Łona i Webber – Nawiasem mówiąc
Jeśli to nie będzie najlepsza płyta hip-hopowa tego roku, to tylko dlatego że Fisz Emade nagrają gorszą płytę. A to też jest prawdopodobne, bo Łona i Webber wspięli się wręcz na wyżyny. Webber – niby nie dokonał rewolucji, ale po raz pierwszy chyba robił nie obok siebie tych beatów, ale jakby na żywo przy Łonie. Nie walił zapchajdziur między jego wersy, nie rozciągnął kawałków na upartego.
10/10
Reni Jusis – BANG!
„Gdybym była tym, kim chcesz, dawno byś nie kochał mnie” śpiewała w pierwszym singlu. A guzik prawda, bo właśnie taką ją chciałem słyszeć. Nieoczywistą, nietuzinkową i zaskakującą. Mającą zarówno nośne przeboje (Zostaw wiadomość, Bejbi Siter, Delta) jak i wymagające kawałki (Bilet wstępu, Kęs). A wszystko będące muzycznie spójną kontynuacją TransMisji. Nykiel, Sarsa, Margaret – odsuńcie się! Radio Elektrenika znów nadaje na pełnej fali!
8/10
Dłuższa recenzja albumu do przeczytania na wyspa.fm
Radiohead – A Moon Shaped Pool
Nic nie wisiało w powietrzu, nie wiedzieliśmy czego oczekiwać i kiedy. Dopiero kiedy nagle Radiohead usunęło ślady swej obecności z Facebooka i znikąd wypuściło Burn The Witch, stało się jasne – nie ma mowy o rewolucji w obozie Yorke’a, Greenwooda, Godricha i reszty. Radiohead zwyczajnie i bez napięcia zrobiło zestaw piosenek, gdzie każda mogłaby egzystować samodzielnie bez reszty. Zupełnie jakby od nagrania OK Computer czy Kid A minęło najwyżej kilka tygodni. The best of Radiohead.
10/10
Meghan Trainor – Thank You
Na poprzedniej płycie było fajne branie garściami z bubble-teen popu i inspiracji brzmienia lat 50. Tym razem mamy mdłe beaty, wymuszone refreny oparte na kiepskich recytacjach i coś a’la udawanie lat 90. Meghan, nie musisz dziękować. Za to ja tobie już podziękuję.
3/10
