10 myśli o nominacjach do Fryderyków

Parafrazując klasyka: „stan nominacji do Fryderyków jest smutnym odzwierciedleniem stanu polskiej muzyki popularnej”. Z jednej strony jest tu sporo do rozpakowania, a z drugiej… nie ma za bardzo o czym mówić.
Ale po kolei.


Pierwsza rzecz, która mnie cieszy najmocniej – będzie osobna gala dla muzyki jazzowej! Na Gali Muzyki Rozrywkowej muzyka jazzowa była traktowana po macoszemu i chyba nawet z pobłażaniem przez uczestników. Tym razem polski jazz będzie miała swoje święto muzyczne z odpowiednimi honorami i oprawą muzyczną. Szkoda tylko, że nie było możliwości kupienia biletów na galę, ale z dziką przyjemnością obejrzę transmisję 23 marca.


Sanah po raz pierwszy z niczym to już dla mnie niezły szok. Już rok temu musiała obejść się smakiem, ale miała przynajmniej pięć nominacji. I to mógł być już sygnał, że muzyka Zuzy już nie pasuje za bardzo członkom Akademii Fonograficznej. Nawet jeśli artystka już wyprzedaje dwukrotnie Stadion Narodowy jak kolega Dawid Podsiadło, który wciąż cieszył się estymą i uznaniem branżowym. Ciekawe czy to w jakiś sposób zachęci artystkę do przepisania swego muzycznego emploi.. ale wątpię.


Moim zdaniem, nominacja dla Darii Zawiałow za singiel Ballada o niej nie powinna mieć miejsca. Dlaczego? Bo nominowanie utworu, który swoją premierę wydawniczą miał jeszcze w 2023 roku (czyli w poprzednim okresie wydawniczym), tylko dlatego że na singiel został wydany później i zmieniono w nim dosłownie jedno (!) słowo, brzmi kompletnie nie fair wobec innych artystów.


Na widok nominacji rockowych cytat z Mojej generacji Pidżamy Porno sam się ciśnie na usta. Dwa albumy live, jedna EPka od Cool Kids of Death (trwająca mniej niż 30 minut), a na dokładkę Zalewski, który dostał jeszcze nominację do… singla Pop Alternatywnego. Tylko obecność Riverside nie budzi tam żadnych zastrzeżeń. W kategorii metalowej też niewiele lepiej – Behemoth i TSA z albumami live oraz Blindead z EPką. „Rock umarł, rock jest martwy”.


Żeby nie było, że tylko narzekam – kategoria Debiutów jest tak piękna w tym roku, że najchętniej bym tego Fryderyka rozdzielił po równo. Ania Szlagowska, Dominika Płonka, Hubert., Przebiśniegi, Waligóra… Zwłaszcza nominacje dla Szlagowskiej i Płonki najbardziej cieszą, bo wiem jak długo te dziewczyny pracowały na swoje sukcesy i bycie zauważonymi w branży. Podobnie jak zespół Przebiśniegi. Serio, to chyba jedyna kategoria gdzie ucieszy mnie zwycięstwo każdego nominowanego.


Pop Alternatywny, Muzyka Alternatywna, Muzyka Pop – dobra, (bez)sensu istnienia tego podziału już nawet nie chce mi się komentować. Dlaczego jednak nie mamy w tym roku kategorii dla muzyki elektronicznej (bo była ona rok temu), to serio się dziwię. Bowiem w takiej szufladce lepiej byłoby usadzić np. Zamilską, Skalpel, Coals (trzymam za nich kciuki!), a nawet Karasia z Roguckim.


To, że polski pop jest kobietą wiemy doskonale, o ile tylko Podsiadło nie wydaje płyty. Rusowicz, Sochacka, Margaret, Sara James i Szroeder. Zestaw bardzo przyzwoity. Z całej piątki nominowanych pań nie słuchałem jedynie Ani Rusowicz, ale mogę podejrzewać że wygra obecna ulubienica Akademii, czyli Kasia Sochacka. Chociaż skrycie marzę o Fryderyku w rękach Sary James.


Rok temu pisałem, że podział na Artystkę oraz Artystę Roku nie ma sensu i wygląda na to, że w Akademii podzielili mój pogląd. W tym roku nie mamy takiego podziału, a kategoria Artysta Roku jest w tym roku, że tak ujmę, ogólna: każda osoba nominowana za singiel lub album jest z automatu nominowana do tej kategorii. Nie jestem pewien, czy dotyczy to również zespołów (w 2024 mieliśmy jeszcze nagrodę dla Zespołu Roku) oraz producentów (którzy mieli również własną kategorię). Tak czy siak – koniec z dzieleniem Fryderyka na płeć: bardzo na plus.


Przeniesienie Gali Muzyki Rozrywkowej do Krakowa po zeszłorocznych klapach organizacyjnych w Gliwicach wydaje mi się chęcią sprawdzenia nowej przestrzeni i nowej formy imprezy. Bilety udostępnione do sprzedaży są głównie siedzące, a stojące tylko jako Golden Circle przy samej scenie. Podejrzewam, że tym razem przestrzeń pod sceną będzie zaaranżowana na miejsca siedzące artystów (wzorem np. Brit Awards czy Grammy), żeby nie gnietli się na bardzo niewielkich kulisach, które widzieliśmy w Gliwicach. Trzymam kciuki za wszystkie zmiany, oby były na plus.


Patrząc na wszystkie nominacje, ciężko nie myśleć o polskim mainstreamie jako jednostajnym i nieco monotonnym krajobrazie. Co roku widzimy większość tych samych nazwisk, mało kto powraca po debiutanckiej nominacji, a jeśli już – to marnie widzimy jego/jej szanse na zwycięstwo. A wiem jakie mamy świetne i zdolne polskie podwórko muzyczne. Tylko szkoda, że jest go tak niewiele na wielkich imprezach muzycznych.

To teraz tylko czekamy do 5 kwietnia 2025.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *