Kiedy serial Glee stał się z miejsca hitem, można było już tylko obstawiać która jego młoda gwiazda postanowi jako pierwsza robić własną karierę muzyczną. Padło na serialową Rachel Berry, którą gra Lea Michele. W poniedziałek ukazał się debiutancki album aktorki zatytułowany Louder (na Deezerze był do odsłuchania już tydzień wcześniej).
Pozwolę sobie najpierw na małe spostrzeżenie. Kariera Michele lekko przypomina mi początki Christiny Aguilery. Obie zaczynały jako młode dziewczyny w programach telewizyjnych, by dzięki nim rozpocząć karierę wokalistki. I obie mają równie dobre, mocne możliwości wokalne. Różnica jest jedynie w jakości ich debiutów. Bowiem Lea na Louder prezentuje nam niezwykle dojrzałą, przesyconą emocjami muzykę.
Louder można określić jako „vocal pop” – czyli podstawowym instrumentem, najmocniej wysuniętym na pierwszy plan zawsze jest głos wokalisty. Aranże są na ogół bardzo stonowane (nie licząc kompletnie niepotrzebnego Don’t Let Go), budowane na brzmieniach czysto-popowych. Wszystkie utwory „robi” głos Lei – mimo wszystko nie wykorzystany najlepiej. Każdy kto obejrzał chociaż pół jednego sezonu Glee, słyszał jak mocno ona potrafi śpiewać. Tutaj mocno się powstrzymywała od eksponowania głosu. Trochę szkoda, ale utwory na szczęście nie tracą za wiele na tym.
Jak już wspomniałem, Louder to krążek niezwykle emocjonalny. Większość tekstów jest dosyć refleksyjna, żeby nie powiedzieć wprost, że smutna. Lea pisała je m.in. z Sią, a to już mówi samo za siebie. Słychać w nich sporo żalu i tęsknoty, i trudno się nie domyślić że jest ona związana z Cory’m Monteithem – partnerem wokalistki, który zmarł przed rokiem. Nie ma tam wielkich radiowych hitów – wszystko nas zmusza do lekkiego smutku. Sam uroniłem niejedną łezkę podczas słuchania Battlefield, Empty Handed i Burn With You. Nie skarżę się – dawno nie miałem takich emocji podczas słuchania popu.
Jest to niewątpliwie jeden z najbardziej dojrzałych debiutów młodego pokolenia. Pozostaje pytanie, jaką ścieżką dalej podąży Lea? Zrzuci ciężar smutku i przeistoczy się w seksowną gwiazdę pop? Czy wyrośnie na divę estrady, mogącą objąć tron po Mariah Carey i Christinie Aguilerze? Liczę na drugi scenariusz. Bowiem Lea ma do tego doskonałe warunki i świetny start.
