To wszystko przez Blog 27

Całe życie miałem głównie idolki. Nie idoli, a idolki właśnie. Niektóre przychodziły do mnie na chwilę, inne zostawały ze mną ciut dłużej, niektóre porzucałem i po czasie do nich wracałem. Dziś uparcie powtarzam, że największy wpływ na mnie miały Nosowska, Taylor Swift, Shirley Manson i Hayley Williams. Ale zanim cała ta czwórka pojawiła się w moim muzycznym życiu były jeszcze inne, chyba nawet ważniejsze. A już na pewno takie, które przyczyniły się do tego kim jestem teraz. Piszę to teraz absolutnie serio – bez tego duetu i mojego oddania w ich kierunku na pewno nie byłoby mnie tutaj w internecie jako kogoś kto poświęcił życie na pisanie o muzyce. I to one ze mną są niemal całe życie. I gdybym teraz się tego wypierał, byłbym hipokrytą.

Dobra, do rzeczy – o kim mówię? O Toli Szlagowskiej i Alicji Boratyn – czyli niegdysiejszym Blog 27. A dziś – 27 listopada 2025 – mija dokładnie 20 lat od premiery debiutanckiego albumu duetu, a jego bohaterki kończą dziś 33 (Alicja) i 32 (Tola) lata.


Mały skrót historyczny dla osób nieznających tego duetu.
Otóż, na początku obecnego tysiąclecia polscy wykonawcy byli tak mocno zafascynowani rynkami zagranicznymi, że wszystkie ówczesne trendy kopiowaliśmy 1:1. A jednym z największych marzeń ówczesnych menagerów i wytwórni fonograficznych w Polsce było wyeksportowanie na zachód polskiego wykonawcy. Innymi słowy – chcieliśmy być maksymalnie „nie-polscy”. Nasi artyści śpiewali po angielsku i kopiowali styl zachodnich gwiazd. Wiele zespołów powstawało dosłownie pod modłę popularnego zagranicznego wykonawcy. Niewiele jednak było tych targetowanych dla nastolatków i przez nastolatki stworzonego. W 2005 roku wytwórnia Magic Records miała pod ręką kogoś, kto mógłby taki zespół stworzyć. Tu do akcji wchodzi 12-letnia wtedy Tola Szlagowska która, zapatrzona w rodziców pracujących w branży muzycznej, pragnęła o śpiewaniu. Marzenie to dzieliła z przyjaciółką, Alicją Boratyn. Kiedy dziś się myśli o 12-latkach wchodzących do showbiznesu, od razu się pyta „gdzie są rodzice?” i rzuca słowa „że to nie wiek na robienie kariery muzycznej”. Wtedy nikt sobie takimi rzeczami nie zawracał głowy.

Blog 27 – taką nazwę otrzymał duet Toli i Alicji – zadebiutował w 2005 roku coverem przeboju z lat 90. Uh la la la, jeszcze tego samego roku wydano debiutancki album <LOL>. Miał on premierę 27 listopada, w dzień 13. urodzin Alicji i 12. urodzin Toli. I odniósł niebywały jak na tamte czasy sukces – album pojawił się na listach sprzedaży w Niemczech, Austrii, Węgrzech i Japonii, sprzedał się w 250 tysiącach egzemplarzy (nakład wtedy nieosiągalny dla polskiej branży, to były czasy wielkiego piractwa internetowego), zespół w 2006 roku wyruszył w trasę po Niemczech jako support Tokio Hotel (też wtedy debiutującego). Kariera zespołu nie trwała długo – w październiku 2006 roku Alicja Boratyn odeszła z zespołu, a Tola – z początku próbująca kontynuować zespół sama – również go odwiesiła na kołek po wydaniu drugiego albumu w kwietniu 2008 roku.

Dobra, tyle słowem wstępu, bo o historii Szlagowskiej i Boratyn mógłbym naprawdę opowiadać długo i ze szczegółami. Gdzie ja jestem w tym wszystkim? Na pozycji największego fanboja duetu, który poświęcił mu niemal całe swoje nastoletnie życie.

Zachłysnąłem się tym duetem dosłownie od razu i – tak jak wielu wtedy – nie mogłem uwierzyć, że ten duet jest w 100% polski. Szukałem w każdej możliwej gazecie informacji o zespole, zajmowałem komputer i nasze łącze internetowe na długie godziny czytając każdą możliwą wzmiankę, wypatrywałem każdego wywiadu/sesji zdjęciowej, szukałem sposobów by pojechać na jakiś występ (nigdy mi się to nie udało). Poświęciłem Blog 27 swój cały czas wolny.

To ile czasu poświęcałem Toli i Alicji może być porównywalne z tym, co robili fani i fanki One Direction w najgorętszym okresie ich istnienia. Ja nie byłem tylko fanem – byłem wręcz szalikowcem, wielkim obrońcą w internecie, promowałem ich muzykę każdemu kto się nawinął. W internecie stworzyła się duża społeczność fandomowa, za pośrednictem fanblogów, które starały się informować o dosłownie wszystkim dotyczącym Toli i Alicji. Nawet wtedy, kiedy ta druga odeszła z zespołu, wciąż otrzymywała olbrzymie wsparcie internetowe. Wszystko musiało zostać zaraportowane na stronach prowadzonych przez fanów – każdy wywiad, każda wzmianka w mediach, każdy news na Onecie czy Interii. Wszyscy ci fani swego czasu „ścigali” się na swoich stronach – na to kto szybciej i ładniej poda daną informację, kto potrafi lepiej obsłużyć programy graficzne, kto ma lepsze statystyki. Nie brzmi wam to wszystko znajomo?

Ja dziś patrzę na te czasy jako początki mego blogowania muzycznego.

Słowo „influencer” wtedy nie istniało, ale blogerzy różnej maści zdobywali popularność również w tradycyjnych mediach. Ludzie pisali o rzeczach różnych – swoim życiu, przepisach kulinarnych, opowiadania, fanfiki – co tych najpopularniejszych i najwytrwalszych prowadziło do np. wydawania książek czy kariery medialnej. Wiadomo, że ja wtedy nie miałem takich ambicji, bo prowadziłem zaledwie fanblog informacyjny o jednym zespole. Byłem za to jedną z tych osób, które siedziały w tym najdłużej – w pewnym momencie byłem nawet szefem polskiego fanclubu Blog 27. W międzyczasie, kiedy u jednej i drugiej była cisza wydawnicza/medialna, tę uwagę przekierowywałem na innych swych ulubieńców z tego okresu.

Szybko się zorientowałem, że znajdowanie informacji w sieci weszło mi w krew i na własnej skórze poznałem „fact-checking”, zanim ktokolwiek to pojęcie wymyślił. Samodzielnie uczyłem się obsługi Photoshopa czy Corel Paint, a także HTMLu czy BBCode. I co najważniejsze – wtedy odkryłem, że pisanie sprawia mi frajdę. Nie tylko o Toli i Alicji. Polubiłem rolę człowieka, który informował wszystkich dookoła o nowościach, muzycznych premierach i ciekawostkach. Zacząłem potem pisać recenzje innych płyt, sprawdzać jak się mają inni wykonawcy, jak wyglądają listy przebojów, kto kim jest i co robi. W pewnym momencie nie zauważyłem kiedy Blog 27 przestało istnieć, bo byłem wystarczająco zajęty innymi wykonawcami. A wręcz całym ówczesnym rynkiem muzycznym, który odkrywałem kawałek po kawałku. Wcześniej było to skupienie na jednym wykonawcy. Potem to wyewoluowało w fascynację całą branżą.

I robiłem to wszystko zanim jeszcze powstał ten blog, na którego nieświadomie przeniosłem wszystkie swoje doświadczenia. Doświadczenia nabyte podczas fanbojowania Toli Szlagowskiej i Alicji Boratyn. Które to też ze mną zostało do dzisiaj. To wszystko co dzisiaj robię, zaczęło się 20 lat temu. Zaczęło się od Blog 27.

(PS. Tola, Ala – nie wiem czy to przeczytacie, ale i tak napiszę. Jestem wam wdzięczny za wszystko. Za to, że dzięki wam jestem kim jestem dzisiaj. Macie na zawsze moją miłość oraz wsparcie we wszystkich projektach. Bądźcie szczęśliwe.)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *