Michał od kości – nostalgiczny piosenkolepiec ze Śląska, songwriter i producent łączący organiczne brzmienia żywych instrumentów z subtelną elektroniką. W 2025 wydał kilka świetnie przyjętych singli, a 22 kwietnia 2026 ukazał się jego debiutancki album Piosenki z filmów, których nie było. Dwa dni później Michał zagrał koncert w Poznaniu, a ja postanowiłem go wtedy wypytać jakie to filmy, jaką on w nich gra rolę i czy łatwo wybiera się te 10 piosenek które mają potem zostać albumem, kiedy się ich tworzy coraz więcej i więcej.
Nawiązując do tytułu albumu: pierwsze słowa, które przychodzą ci na myśl „mój ulubiony film”?
Tamte dni, tamte noce. On się nazywa…
Call Me By Your Name.
Tak, dokładnie.
Czy to jest film, do którego byś napisał muzykę?
Nawet napisałem do niego muzykę – na jego podstawie mam zrobione dwa kawałki. Nie są jeszcze w ogóle wydane. Ten film był dla mnie aż takim bodźcem.
Czyli te piosenki z filmów, których nie było nie są tym, co docelowo chciałeś napisać, tylko tym co wyszło jakby… przypadkiem?
W sumie, ukrywam się trochę pod tą podszewką filmowości. To są historie, które nam wszystkim towarzyszą na co dzień, tylko ukryłem je w takim scenariuszu filmowym.
No to właśnie teraz mnie ubiegłeś, by chciałem zapytać, czy ty byś był scenarzystą czy aktorem takiego filmu?
Nie no, scenarzystą. Aktorem bym był fatalnym. I strasznie sztywnym.
To ciekawe, bo niemal każdy artysta ma tak, że pisze bardziej o sobie. A tu się okazuje, że nie grasz w tym filmie, o którym śpiewasz.
Generalnie widzę gdzieś tam siebie z boku. Wychodzę z swojego ciała i nad sobą gdzieś tam staje.
Jako narrator, nie jako główny bohater.
Dokładnie – narrator, taki obserwator.
To trochę dziwne, bo – jakby nie patrzeć – jesteś solistą, więc siłą rzeczy musisz wejść w tę główną rolę i pokazać się z pierwszego planu.
W piosenkach robię to zupełnie inaczej – obserwuję ludzi, te relacje między nami, to wszystko co boli i czasem kłuje. Jasne, często mam swoje silne emocje przy pisaniu danego tekstu, jakby był też o mnie. Ale staram się potem finalnie pomyśleć bardziej z boku – czy to jest prawdziwe czy to nie jest wydumane. Bardziej się nad tym pochylam niż to przeżywam.
Trochę mnie uprzedziłeś z kolejnym pytaniem, bo przy słuchaniu tej płyty – bardzo dobrej, będę polecał wszystkim dookoła…
Dziękuję.
Pierwsze, co mi przyszło do głowy, to takie… „Bro, are you okay?” Ale teraz jak mi mówisz, że to nie są stricte twoje historie, to jestem spokojniejszy. Nie trzeba cię „ojojać”?
Nie, spokojnie (śmiech). Jestem w bardzo dobrym okresie życia i mam się bardzo dobrze. Ale ja po prostu lubię opisywać różne smutki. One zostają na tej płycie uwiecznione, nawet jeśli u mnie już ich nie ma. Ale tam jest też dużo wesołych momentów, tylko trzeba się dobrze w album wgryźć.
Już się tam trochę wgryzłem, zwłaszcza że są tam utwory które bardzo przypominają mi twoje wcześniejsze dokonania. Ale pierwsze co zauważyłem na trackliście to brak Tańca i Dziur w podszewce. I z początku pomyślałem „Co? Czemu tych piosenek nie nie ma, to były świetne bangery”. Zrozumiałem po przesłuchaniu albumu, że totalnie by tam nie pasowały. Czujesz to samo czy inaczej się kierowałeś?
Ten zbiór piosenek które trafiły na album ułożyłem sobie by pasował pod koncepcję płyty, więc tamte mi tam nie leżały. Ale to są wciąż świetne single, wciąż je gramy na żywo. Zresztą, na koncertach i tak gramy dwa razy więcej piosenek niż na płycie…
Dwa razy więcej? Czyli na żywo usłyszę jeszcze więcej niż wydałeś?
Dokładnie! Dlatego na te koncerty tak mocno zapraszam. To jest ich wartość dodana, że dzieją się na nich rzeczy których nie da się usłyszeć na płycie, w sieci, czy na singlach. Nigdzie tego nie można zdobyć. Mam nawet takie piosenki, które lubimy grać na żywo, a niekoniecznie je kiedyś wydam. Czas pokaże… Chcemy zaskoczyć nawet na koncercie czymś więcej niż tylko tą płytą.
Skoro już weszliśmy na temat albumu i singla. Zacząłeś karierę w takim momencie, kiedy mamy mocną digitalizację i rynek skupia się rzadziej na albumach, a bardziej na singlach. Wierzysz jeszcze w albumy?
Wierzę, dlatego swój zrobiłem. Jak słucham różnych albumów, to dla mnie muszą być przekonujące i nie mogą być skonstruowane tylko jako zlepek singli. Nie mówię, że musi być od razu całkowicie koncepcyjne, ale musi to być jakiś pomysł zrealizowany od początku do końca.
Czyli że te poprzednie single – bo np. Ryku trochę mi brakowało – nie pasowały do tego pomysłu.
Troszkę zrezygnowałem z tych pierwszych singli, bo nie byłem z nich w 100% zadowolony technicznie czy produkcyjnie. I nie chciałem od nowa ich reprodukować. A co najważniejsze, chciałem dać słuchaczom coś świeżego, nowego, interesującego. Stwierdziłem, że chcę zaskoczyć tą płytą, by nikt nie wiedział, które stare kawałki wybiorę i co nowego będzie.
Podczas słuchania płyty zrobiło mi się trochę depresyjnie, trochę mrocznie, ale przebijała się tam też iskierka nadziei. Udało ci się to zrównoważyć. Jak ty się czułeś, kiedy trzeba było dokonać tej selekcji?
To jest najtrudniejsze. To jest podły czas, kiedy trzeba wybrać piosenki – możesz dać tylko 10 piosenek na płycie, a na dysku masz ich kilkaset, jeszcze mam trochę wydanych singli…
W sumie, gdybyś do albumu miał dodać starsze utwory, to wyszłaby z tego jeszcze jedna płyta albo EPka.
Dokładnie. Ale tu nie chodzi o to, by operować tylko starymi rzeczami. W dodatku ja mam ciągły głód tworzenia i strasznie chciałem się czymś świeżym podzielić. Płyta była do tego doskonałym pretekstem.
Jak słucham cię w tym momencie, to odnoszę wrażenie, że ty ze swymi starszymi kawałkami już nie rezonujesz, albo one ci się – nie wiem – znudziły?
Nie, rezonuję bardzo dobrze z nimi. Ale one muzycznie są w innym szablonie, nie pasującym do obecnego. Dlatego też mamy je fajnie przearanżowane na żywo, uwielbiam je grać.
To skoro masz tego na dysku jeszcze dwa razy tyle…
Żeby tylko dwa razy tyle – to jest 30 razy tyle!
Czy to są rzeczy, które rzucisz w kąt, czy kiedyś się nimi podzielisz ze światem?
Znając siebie – jak będę nowy materiał tworzyć, to raczej od nowa. Ale te pozostałe projekty mogą być jakimś zalążkiem do czegoś nowego. Ale na pewno w 100% tego nie wykorzystam. Prędzej jako bodziec do dalszego tworzenia.
To pozostało mi tylko podziękować i oby twoje kolejne filmy wychodziły równie dobre!
Dziękuję bardzo.


