Rock'n'Karol

muzyczno-emocjonalnie

Cierpienie uszlachetnia?: Bambi „B”

W ostatnich latach ten pseudonim w polskiej muzyce rozrywkowej wzbudzał najbardziej skrajne emocje – od nienawiści do uwielbienia. Od wydania debiutanckiego singla w styczniu 2023 roku do teraz zadziało się w jej życiu tak dużo, że wielu wykonawców by tego nie udźwignęło fizycznie i psychicznie. Ona sama jednak zdawała się brać z tego sukcesu pełnymi garściami i iść po swoje jak taran, prosto przed siebie. Ale jeszcze pod koniec 2025 roku coś się zmieniło – odeszła z macierzystej wytwórni, zmieniła styl i zaczęła nawijać o bólu i presji częściej niż o imprezach i radości. Bambi po prawie czterech latach niesamowicie intensywnej kariery opływającej w sukcesy na trzecim solowym albumie mówi wprost: cena tego słodkiego sukcesu była niesłychanie gorzka. Ale mówi to tak, że chce się tego słuchać i słuchać.


Czy byłem entuzjastą pierwszych dokonań Bambi? Jasne, że nie. Pierwszy album utwierdził mnie w przekonaniu, że nowa generacja rapu jest zupełnie odległa od mych zainteresowań, ale słyszałem w tej dziewczynie potencjał na coś dużego. Brałem poprawkę na to, że to wciąż młoda dziewczyna i debiutantka, warto dać jej czas i ją obserwować. Ale przy TRAP OR DIE to już postawiłem na niej krzyżyk. Nagromadzenie autotune’a, fatalnych wersów, gości w większości nic nie wnoszących i bitów wyrwanych z remizy – ciężko mi było znaleźć nawet dwa dobre kawałki. A o EPce nagranej z Young Leosią to już zapomnijmy całkiem, OK?

Generalnie o wszystkich poprzednich dokonaniach Bambi możemy już zapomnieć, bo to niebo a ziemia w porównaniu do tego jak brzmi B. Szkoda tylko, że jest to rzecz ewidentnie obkupiona chowanymi przez lata bólem i lękami.

Brzmienia ostro trapowe i wszędobylski autotune z poprzedniej płyty zostały na B zastąpione przez analogowe synthy i orkiestrowe aranżacje autorstwa Wojtka Urbańskiego. Francis tym razem zadbał by muzyka nie atakowała słuchacza i nie odciągała uwagi od słów Michaliny. Sporo jest bitów mocno popowych, ale sama zainteresowana w pierwszym singlu nawijała o mieszaniu rapu z popem, więc tu nie ma mowy o jakimś oszustwie. A słuchanie Michaliny śpiewającej/rapującej do podkładów smyczkowych czy pianina jest czymś niezwykle odświeżającym w jej twórczości. Po mękach z TRAP OR DIE trudno uwierzyć, że to ten sam producent i ta sama raperka.

Największą zmianą jest tu oczywiście sama Bambi, która – jak wcześniej wspominałem – opowiada o tym ile kosztowały ją ostatnie lata dorastania na oczach kraju i nieustannego życia w blaskach fleszy. A jest to opowieść gorzka. Wyobcowanie, samotność, przemęczenie, hejt i życie w złotej klatce. Michalina zwyczajnie wyrzyguje słuchaczom wszystkie te złe emocje, których unikała na pierwszych albumach. Nikt nie ma wątpliwości, że mówi szczerze. A rap nie znosi ściemy i słuchacz ją wychwyci na kilometr, więc jeśli Michalina postanowiła zmienić emploi tylko w celach PRowych, to możemy być pewni że długo nie pociągnie. Ale słuchając jej obecnych wywiadów widzę, że to wszystko jest prawdziwe. I słuchacze również to widzą – zobaczcie chociażby komentarze na YT pod singlami. Wszystko też idzie w parze z warstwą wizualną, gdzie Bambi zakłada karykaturalnie wielkie peruki lub przebiera w cyrkowy strój i tańczy jak jej zagrają. A ona w tym kostiumie mówi „dosyć, dziś chcę być sobą, a nie lalką na pokaz”.

Słówko o gościach, bo jest o czym mówić. W Cyrku Bedoes wszedł w ten bit jak do siebie, ale udało mu się nie przyćmić głównej bohaterki. Czego raczej nie można powiedzieć o Guziorze, który w Afterze zdominował cały wydźwięk kawałka. Gościnka Quebonafide w Vis a Vis jest widnieje niepodpisana (podobno na samo jego życzenie), a ten utwór pierwotnie był na jego limitowanym mixtape – okazał się jednak idealnie pasować do klimatu B. Najbardziej przezroczyści okazali się bracia Kacperczyk, tutaj podpisani swoim wcześniejszym projektem.

Podobno cierpienia uszlachetnia, a artysta smutny to artysta płodny. Dziś dobrze wiemy, że jedno i drugie stwierdzenie to bullshit. Ale w przypadku Bambi właśnie to dało nam jej pierwszy album, do którego mogę chętnie wracać. Michalina, trzymam kciuki by dalsze dokonania były równie dobre – ale motywowane już tylko dobrymi emocjami.

fot. Dorota Szulc (materiały prasowe)

PS. Nie ma ktoś na zbyciu jednego biletu na B-Day Festival? Bo serio mam ochotę teraz posłuchać tego materiału na żywo, a przy okazji zobaczyć Princess Nokię czy BB Trickz.

Pozostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *