Rock'n'Karol

muzyczno-emocjonalnie

Po prostu życie: Artur Rojek „Chciałbym urodzić się żeby latałem”

Oglądaliście 7 uczuć Koterskiego? Jest to jeden z filmów o Adasiu Miauczyńskim, czyli o naszym „archetypie Polaka”. W tym filmie główny bohater musi od nowa przeżyć swoje dzieciństwo, by nauczyć się nazywać swoje uczucia i emocje. Coś podobnego funduje nam Artur Rojek na swoim trzecim solowym albumie – zabiera nas w głąb własnych doświadczeń i lęków z dzieciństwa, dojrzewania i pierwszych lat dorosłości, tak jakby te lata działy się właśnie teraz. I jeszcze nazywa ten album słowami wypowiedzianymi przez kilkuletniego wówczas syna, co jeszcze głośniej mówi nam „jestem tu szczery jak dziecko, które nie umie kłamać”.


Chciałbym urodzić się żeby latałem ukazuje się 12 lat po debiutanckim solo Składam się z ciągłych powtórzeń i sześć lat po Kundlu, czyli można w sumie już mówić o schemacie. Ale dobrze wiemy, że Artur nie próżnował przez te lata – do współpracy zapraszali go między inymi Zawiałow, Sanah, Kacperczyki czy Podsiadło (z którym to Artur tak mocno się zakumplował, że aż wydał album w jego wytwórni), w 2022 zainaugurował festiwal Great September, a w 2023 ukazał się singiel Odrobinę więcej, który jednak nie okazał się zwiastunem nowego longplay’a. Tym się okazał dopiero Gruby, mały, gdzie Artur bezlitośnie się obnażył z dziecięcych traum. I ten singiel okazał się idealnym przygotowaniem do całości. Rojek na całym albumie zabiera nas swoimi słowami (teksty na Kundlu były w całości napisane przez Radka Łukasiewicza) w podróż po swoim życiu – od dzieciństwa swojego po dzieciństwo swoich dzieci.

Artur w roku 2026 nie jest tekściarzem lecącym w skomplikowane metafory i barwne porównania – co w sumie dziwi, skoro mówimy o kimś kto napisał Scenariusz dla moich sąsiadów czy W deszczu maleńkich żółtych kwiatów. Tym razem pisze bardzo proste i jednoznaczne obrazy z życia pełnego kompleksów i obaw, ale też miłości i zwykłych relacji. Jedyne co każe robić słuchaczowi to zastanowić się kto jest adresatem. Czasem można odczuć jakby rozmawiał z młodszym sobą, czasem jakby adresatem był potomek lub życiowa partnerka. Udało się w wielu utworach stworzyć uniwersalność, rzadko spotykaną u polskich twórców mainstreamowych.


Muzycznie? Album napisany do spółki z Olkiem Świerkotem i z orkiestrowymi aranżami od samego Zbigniewa Presinera jest chyba najbardziej melodyjnym tworem spod szyldu Rojka. Ta melancholia utrzymująca się nad całym krążkiem jest budowana z wesołych motywów, a instrumenty tutaj nie konkurują o uwagę. Polecam przesłuchać w dobrych słuchawkach (najlepiej nausznych), tam w środku jest poukrywane mnóstwo smaczków. Takie Mówiłem Ci to już to niemal Podsiadłowski przebój i to bardziej niż Yeti z nim nagrane, a Judo sprawia wrażenie, jakby ktoś wykradł ten numer z szuflady Zbigniewa Wodeckiego. Nawet Nauka tęsknoty z udziałem Korteza w pierwszych taktach zapowiada się na smętną pościelówkę, a ostatecznie wybija z niej pełno słońca.

Będę szczery – podchodziłem do tego albumu jak pies do jeża. Głównie przez to, że Artur w ostatnich latach jawił mi się jako twórca osiadły na laurach i żyjący głównie ze swej spuścizny. Wielki błąd z mojej strony. Te 40 minut spędzonych z Chciałbym urodzić się żeby latałem okazują się jednym z najciekawszych doznań w polskiej muzyce w 2026 roku. I zostawia ze sporym niedosytem, chciałoby się więcej takiego Rojka.

Pozostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *