Czy jest życie po Eurowizji? – Måneskin „RUSH!”

Ponad 60-letnia historia Konkursu Piosenki Eurowizji udowodniła aż za wiele razy, że zwycięstwo w tym naprawdę popularnym plebiscycie (ostatni konkurs oglądało ponad 161 milionów widzów) nie daje gwarancji na wielką karierę, o ile nie weźmiesz się potem do intensywnej i ciężkiej pracy. Co prawda, triumfatorzy konkursu z 2021 nie zasypiali gruszek w popiele, bo nieustannie grali koncerty (na ile pozwoliły warunki pandemiczne) i brylowali w mediach, tak tempo i jakość wypuszczania nowego materiału już dawały powody do niepokoju. Wystarczy wspomnieć, że po roku od wygranej włoska kapela wydała tylko dwa nowe kawałki. Minęło już półtora roku, wreszcie ukazuje się RUSH!, które jest dla Måneskin kolejnym po amsterdamskim zwycięstwie wielkim sprawdzianem pt. „czy jest życie po Eurowizji?”

Pierwsze co mnie uderzyło po przesłuchaniu RUSH!, to jaki ten album jest… monotonny. Aż 17 kawałków (w dobie streamingu taki chwyt to rynkowe samobójstwo), średnio każdy trwa 3 i pół minuty, a dzieje się tam bardzo niewiele. Ostre gitary, mocna perkusja, wydzierający się wokalista – mamy tu wszystkie części składowe, które pozwalają te kawałki wrzucić w encyklopedię pod hasło „muzyka rockowa”. Zwrotka-refren-zwrotka-refren-solówka i do domu. I tak przez niemal całą godzinę albumu. Mimo tych ostrych riffów, to Måneskin w swym podejściu kompozycyjnym wręcz zanudzają.

Rozumiem, że kapela chce na swój sposób składać hołd tradycjom rockowym – w końcu z takim samym przesłaniem też pojechali na Eurowizję. I ja to szanuję, ale do cholery, nie można robić rocka cały czas na tych samych riffach i patentach. Serio, takie Bla Bla Bla czy Mammamia od hitu I Wanna Be Your Slave różnią się zaledwie tekstem, a La Fine przez połowę brzmi jak wersja demo eurowizyjnego Zitti E Buoni. Own My Mind i Don’t Wanna Sleep też niewiele od siebie różni – nieważne czy słucha się po raz pierwszy czy dziesiąty. Takich przykładów autoplagiatów i tych samych inspiracji można mnożyć przez cały czas słuchania albumu.

Måneskin chyba sami nie wiedzą czy robić się na zbawców rocka (zupełnie jakby ten gatunek tego potrzebował) i walić zeppelinowskimi riffami (które na upartego można usłyszeć w Timezone czy Mark Chapman) czy prostymi akordami robić rozbieraną imprezkę. I trzeba przyznać, że jako to drugie potrafi sprawdzić się przyzwoicie, bo w takim prostym graniu jest największy potencjał koncertowy. Pytanie, które trzeba sobie tu postawić – na czym temu zespołowi powinno zależeć? Na muzyce i jakości czy trzaskaniu generycznych przebojów? O to już należałoby zapytać ich samych.

To wszystko powyżej jeszcze mocniej mnie uderzyło, kiedy w międzyczasie przypomniałem sobie poprzedni album Włochów, Teatro d’Ira z 2021, wydany jeszcze przed wygraną na Eurowizji. I tam już w pierwszych dwóch kawałkach dzieje się więcej niż na pierwszej połowie RUSH!. Mało tego – Teatro d’Ira trwa raptem 30 minut i bardziej angażuje słuchacza niż niecała godzina spędzona z jego następcą. Czemu? Bo jest tam znacznie więcej pomysłów na kompozycje niż „3 akordy + darcie mordy”.

Jest jedna rzecz, która rzuca się nie tylko tym najwytrwalszym fanom Maneskin rzuca się uszy, a jest to głos Damiano, kiedy śpiewa po angielsku. Jest on tak beznamiętny, że aż boli. Więcej tu skandowania i wykrzykiwania pojedynczych fraz i prostych rymowanek niż jakiejkolwiek ekspresji. Na całym albumie są tylko 3 utwory śpiewane po włosku i przy zestawieniu ich z pozostałymi ma się wrażenie, że wykonuje je zupełnie inna osoba.

Żeby nie było, że tylko narzekam, to z tego zestawu udało mi się wyłuskać kilka wyjątków. Od razu chwyciło mnie Gasoline przykuwające basem i wręcz hitchcockową atmosferą, w której napięcie ciągle rośnie i ani myśli opaść. Kolejnym oddechem jest If Not For You, które niby jest banalnym wyciskaczem łez ze smyczkami w tle, ale na tle całego albumu jest jak balsam na uszy zmęczone nudną kanonadą. Podobnie działa finalne The Loneliest. Cała reszta RUSH! brzmi jak nagrana na autopilocie z bylejakim tekstem i przelatuje tak że z trudem się idzie zorientować kiedy jeden utwór się zaczyna i kiedy zaczyna następny.

Mimo, że niedługo miną dwa lata od ich triumfu na Eurowizji, to jeszcze przez wiele miesięcy zdawało się, że kariera światowa jest dosłownie na wyciągnięcie ręki. I ona już jest w ich łapach. Ale każdy wie, że wejść na szczyt jest łatwiej niż się na nim utrzymać. Jeśli Måneskin zamierza to robić tylko takimi chwytami jakimi dysponuje na RUSH!, to długiego życia po Eurowizji nie będzie.