Pages Menu
TwitterRssFacebook
Categories Menu

Posted by on Paź 23, 2019 | 0 comments

Moje najważniejsze utwory Archive

Moje najważniejsze utwory Archive

Archive świętuje w tym roku 25 lat istnienia. Jak się prześledzi nawet po łebkach to ćwierćwiecze, to nikt nie zaprzeczy, że było łatwo. Kapela zaliczyła pierwszą zespołową roszadę jeszcze przed wydaniem debiutanckiego Londinium w 1996, a dziś zostały tam tylko dwie osoby założycielskie – Darius Keeler i Danny Griffiths. Panowie do dziś pewnie z rozrzewnieniem wspominają moment, kiedy ich pierwszym wielkim hitem stał się kompletnie nieradiowy, bo aż piętnastominutowy kawałek. Od tamtego czasu wydarzyło się jeszcze osiem albumów, przy okazji których niemal zawsze wpadali promować je u nas. Dziś ich status gwiazd trip-hopu/prog-rocka potwierdza aż pięć koncertów w Polsce z okazji jubileuszu (więcej zagrają tylko we Francji).
Nie ukrywam, że – obok Paramore, Garbage i Nine Inch Nails – Archive jest zespołem, które w dużej mierze uczyniło ze mnie takiego człowieka jakim jestem dziś. Zanim się z nimi zobaczę na poznańskim przystanku trasy z okazji 25-lecia, postanowiłem przybliżyć wam kilka najważniejszych dla mnie utworów brytyjskiej kapeli. Niekoniecznie są to te najpopularniejsze, chociaż kilka szlagierów tu będzie. Lista absolutnie subiektywna, którą chciałbym w całości usłyszeć na żywo 26 października w Hali MTP.

Fuck U
Jeden z tych utworów, które kocha się za brak owijania w bawełnę. W internecie gdziekolwiek nie spojrzeć, ludzie dedykują te kwieciste słowa do byłych już znajomych czy partnerów. Ja nieustająco dedykuję to kolesiowi, którego oglądam w lustrze.


Lights
Nagrywanie kawałków dłuższych niż 5 minut leży nijako w samej definicji prog-rocka, więc 8-, 10- czy nawet 15-minutowe single to w Archive norma. Lights jest ich rekordem w tym zakresie, bo trwa aż 18 minut. Jest to epicka prog-rockowa symfonia, która w spokojnym tempie dorzuca kolejne dźwięki, loopy i wokale. Słuchacz nawet nie zdąży się zorientować, kiedy mijają te ponad trzy kwadranse.


Hatchet
Jeśli Holly Martin zdecyduje się kiedyś zostawić Archive na rzecz kariery solowej, będę zawiedziony i podekscytowany równocześnie. Nie wiem, jakim sposobem trafiła do zespołu, ale wiem na pewno, że bez jej głosu piosenka o miłości z tematem wbijania siekiery w plecy nie brzmiałaby nawet w połowie tak dobrze jak z nią.


End Of Our Days
Kolejny utwór, gdzie całą robotę odwala Holly swoim głosem. Znów o miłości, ale już w tych piękniejszych walorach.


Collapse/Collide
Utwór, który spokojnie mógłby trafić na Mezzanine Massive Attack i nikt by nie poczuł różnicy. Do słuchanie koniecznie w słuchawkach z możliwością tłumienia dźwięków otoczenia, bo diabeł tam tkwi w szczegółach.


Noise
Tutaj ukłon w stronę wersji akustycznej, która mocniej uwydatnia tekst o odtrąceniu drugiego człowieka (niekoniecznie chodzi tu o kochanka). Szczerość nieprzykryta efektami elektronicznymi, to coś co mnie mocno jara.


You Make Me Feel
Podobno muzycy Archive nie lubią wspominać albumu Take My Head. Nie dziwię się, bo to tak nudna płyta, że aż boli. Do tego stopnia, że tylko otwierający ją kawałek jest do zapamiętania, bo jest najsilniejszy w swoim tempie. Co ciekawe, parę lat temu został wykorzystany w reklamie… szamponu przeciwłupieżowego.


Bastardised Ink
Zdarzyło się w Archive trochę kawałków stricte rapowych – głównie na początku działalności. Ale Bastardised Ink, opowiadające o niesprawiedliwościach społecznych, mogłoby spokojnie zostać nagrane przez któregoś z członków Wu-Tang Clanu.


Bullets
Serdecznie współczuję wszystkim, którym Cyberpunk 2077 ten niesamowicie chwytliwy singiel obrzydził. Mnie przed tym chyba uratowało tylko to, że już wcześniej słuchałem tego singla do porzygu, ku niezadowoleniu moich ówczesnych współlokatorów. Gatunkowo jest to klasyczny trip-hop, a ma w sobie wszystkie elementy jak dla popowego szlagiera. Wystarczy raz posłuchać i z głowy nigdy nie wyjdzie.


Again
No dobra, nie będę hipsterzył. Też wykrzyczę to z całym tłumem obecnym ze mną koncercie. Do zobaczenia 26 października w poznańskiej Hali MTP!