Pol’and’Rock Festival 2019 – niemożliwe nie istnieje

Jest takie miejsce w Polsce, gdzie na koncercie jazzowym publiczność tańczy i krzyczy jak oszalała. Miejsce, gdzie para nowożeńców tańczy przy artyście na największej scenie. Miejsce, gdzie koncert polskiego wykonawcy przyciąga tak dużo ludzi, że potrzebna jest jego transmisja na położonej dalej mniejszej scenie. Miejsce, gdzie widok samolotów na niebie wywołuje ciarki. Miejsce, które w ciągu paru dni staje się trzecim najbardziej zaludnionym miastem w Polsce. Miejsce, gdzie rozkręca się pogo nawet na występie Majki Jeżowskiej. Miejsce, gdzie nie istnieje słowo „niemożliwe”. Tym miejscem była 25. edycja Pol’and’Rock Festival w Kostrzynie nad Odrą.

Koncert happysad na Dużej Scenie, 1.08

Już zeszłoroczny Pol’and’Rock był wielkim nawoływaniem do walki o wolność, ale przy tegorocznym to jeszcze przybierało na sile. Decyzja o braku dodatkowych pociągów na festiwal, podwyższone ryzyko po raz kolejny, wiele głośnych deklaracji i odważnych słów ze strony gości ASP (wśród których byli m.in. sędziowie oraz Rzecznik Praw Obywatelskich) jak i artystów występujących zarówno na Dużej jak i Małej Scenie. Hasło „Białystok” padało wielokrotnie w wielu kontekstach, Tom Morello (Prophets Of Rage) miał na swojej gitarze wypisane „Pierdolić faszyzm”, Skin (Skunk Anansie) ostro komentowała politykę Wielkiej Brytanii i ostatnie strzelaniny na tle rasistowskim w USA, a ostatni utwór muzyczny Jurka Owsiaka nie wymaga komentowania. Wszystko to po raz kolejny wytworzyło klimat, że jesteśmy tu nie tylko dla dobrej zabawy. Tak, polityka mocno się odznaczyła na tym festiwalu. I będzie to trwało tak długo, jak długo polityka będzie się tym festiwalem tak intensywnie interesować i rzucać jego organizatorom kłody pod nogi. Wszystkim, którym się to nie podoba, polecam pomyśleć o tym przy najbliższych wyborach.

Ale ten festiwal w tym roku był czymś więcej niż tylko symbolem sprzeciwu wobec wielu złych postaw. Był dowodem na to, że słowa „nie da się, to nie ma sensu” nie mają tu jakiejkolwiek racji bytu. Zabrano pociągi na festiwal? Spoko, marszałkowie z województw sami zorganizują swoje, a liczba uczestników szybko przekroczy 750 tysięcy. Już w czwartek zamknięto wjazd samochodami na Pole Malinowskiego, a namiotów przybywało z godziny na godzinę, również na płatnych kempingach. Opuszczenie festiwalu w niedzielę było dla wielu podróżnych sprawdzianem cierpliwości – opuszczenie Kostrzyna zajęło mi aż 10 godzin. Pożegnałem miasto widokiem policjanta kierującego ruchem, który strasznie się wkurzał na kierowców… jadących za wolno!

Żelazny Tron zawitał również do Kostrzyna nad Odrą

Po raz kolejny też się potwierdziło, że na Pol’and’Rocku nie używa się wyrażenia „ten zespół tutaj nie pasuje”. Jedyne co nie pasowało, to niektórzy artyści do swoich scen – pod względem tego, jakie ilości ludzi przyciągali. Kwiat Jabłoni na Małej Scenie pokazał, że nawet skromnością dźwięków porusza się tłumy. Jazz Band Młynarski-Masecki na ASP sprawił, że nawet solówka na puzonie może dostać ogromne brawa (wzruszenie w oczach Janka Młynarskiego było bezcenne). Namiot ASP okazał się też za mały dla przebojowej Karoliny Czarneckiej oraz spektaklu Kabaretu Hrabi – choć w przypadku tego drugiego było to do przewidzenia, bo występ tej formacji od lat był marzeniem uczestników. A show Majki Jeżowskiej na pewno przejdzie do historii Pol’and’Rocka – patrząc na publiczność, która tam przybyła i jej szaleństwa, wynik głosowania Złotego Bączka zdaje się być już przesądzony.

Jazz Band Młynarski-Masecki na nocnej scenie ASP
Karolina Czarnecka na nocnej scenie ASP

Nawet Duża Scena dla niektórych okazała się niewystarczająca. Co ciekawe, polskie kapele łatwiej przyciągały większe tłumy niż te zagraniczne. Przodowali w tym m.in. happysad, który dał fantastyczny koncert z gościnnym udziałem Darii Zawiałow i Mroza, Agnieszka Chylińska, która przypomniała publiczności hity z czasów O.N.A., oraz – czego spodziewali się wszyscy – Kult. Koncert zespołu Kazika Staszewskiego chcieli zobaczyć dosłownie wszyscy, więc dla wygody uczestników (i bezpieczeństwa) był też transmitowany na Małej Scenie. Może nie był to wybitny koncert, ale na pewno przełomowy dla tego festiwalu. Publiczność dobrze dopisała również na występie Krzysztofa Zalewskiego, który tak jej zaufał że się na nią rzucił. Jak sam przyznawał – zrobił to po raz pierwszy w życiu. Również na jego koncercie para nowożeńców została zaproszona przez Jurka do tańca na Dużej Scenie. Wielu fanów przyciągnęła też Łydka Grubasa, która w tym roku odebrała nagrodę Złotego Bączka.

Agnieszka Chylińska na Dużej Scenie
happysad na Dużej Scenie – fot. Damian Mekal

Żeby nie było, goście z innych krańców świata również dawali czadu. Ziggy Marley nie krył wzruszenia, kiedy otwierał festiwal swoim koncertem, zaskoczony gorącym przyjęciem publiczności. Przy dźwiękach Gogol Bordello nie dało się ustać w miejscu, a Skunk Anansie i Prohpets of Rage roznosili Dużą Scenę bardzo ostrym graniem. Jednym z najciekawszych występów był koncert Lordi – widok tych dziwadeł na scenie to nieco surrealne przeżycie. A największych malkontentów pewnie też przekonał występ Pertubartora, pełen metalowego czadu, a zrobiony jedynie perkusją i syntezatorem.

Koncert Ziggy’ego Marley’a na Dużej Scenie
Lordi na Dużej Scenie

Osobiście z tego festiwalu zapamiętam na zawsze trzy momenty.
Po pierwsze – Renata Przemyk w duecie z Titusem z Acid Drinkers! Przysięgam, to było najlepsze wykonanie Babę zesłał Bóg w historii! Po drugie – Skin ze Skunk Anansie schodząca i śpiewająca pomiędzy publicznością! Po trzecie – przelot samolotów na otwarciu. Dzięki wielkie dla Red Bulla! Czyli trzy rzeczy, które tam wydawały się najbardziej niemożliwe do zobaczenia.

Renata Przemyk i Titus – fot. Lucyna Lewandowska
Skin lawirująca pomiędzy publicznością – fot. Bartek Muracki

25 lat festiwalu to dobra okazja do podsumowań i przemyśleń na następne lata. Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy udało się stworzyć miejsce pełne niezwykłych momentów, niezwykłych zdarzeń, ważnych słów i miejsce, które stało się swoistym symbolem walki o wolność i miłość. Nieważne czy było ono w Żarach, czy w Kostrzynie nad Odrą – nieważne też jaką miało nazwę. Stało się też w tym roku miejscem, gdzie nie uznaje się słowa „niemożliwe”. To jest właśnie Pol’and’Rock Festival.

Przystanek Woodstock 2015 – muzyka jedności

Atmosfera, miłość i przyjaźń – jasne, to stałe i nieodłączne elementy Przystanku Woodstock. Ale też pamiętajmy, że to festiwal muzyczny, a muzyka to coś co tygryski i Karole lubią na takich imprezach najbardziej!
Rzecz jasna, mnogość koncertów na czterech scenach festiwalu nie pozwoliła mi zobaczyć tych wszystkich których bym chciał (żeby tak się chociaż umieć się teleportować…), co zawsze mnie boli na wszelakich festiwalach. Ale co zobaczyłem lub usłyszałem – to moje!

Kolejność przedstawionych zespołów/artystów – alfabetyczna.

Coma (30.07)
Laureaci Złotego Bączka kończyli pierwszy dzień Przystanku Woodstock. Zespół nie spełnił wcześniejszych zapowiedzi na temat grania w piżamach i zagrania spokojniejszego setu. Ja nie zaskoczyłem się niczym na tym koncercie – usłyszałem ten sam dobrze rockujący set co na warszawskich Ursynaliach. Z jedną niespodzianką na koniec – zespół zaprosił na scenę fankę do wspólnego wykonania 100 tysięcy jednakowych miast. Był to jeden z najbardziej wzruszających momentów, jakie dane było mi przeżyć.

Decapitated (31.07)
Mam specyficzny stosunek do tak ekstremalnego metalu, jaki wykonuje Decapitated i im podobne zespoły. Słucham, zachwycam się, przeżywam – ale za cholerę nie potrafię określić, co jest w tym tak pięknego, że mnie porywa w całości. Tak było również tym razem.
DSC09166

Dream Theater (30.07)
Chciałem mistrzów prog-rocka zobaczyć w całości. Naprawdę chciałem. Ale, nie wiedząc czemu, po jakichś pierwszych piętnastu minutach pięknego, ostrego grania zrobiło mi się słabo i musiałem się ewakuować spod sceny. Żałuję.

Eluveitie (1.08)
Folk-metal ma to do siebie, że nie da się przy nim ustać spokojnie, a na żywo brzmi niezwykle żywiołowo. Tak też było na koncercie szwajcarskiego Eluveitie. Oczekiwałem skocznej i ostrej zabawy – i taką dostałem! Nie mogę się już doczekać październikowego koncertu grupy!
DSC09277

Evol Walks (1.08)
Pedałowałem na rowerze w Strefie Allegro koło Dużej Sceny słuchając tego koncertu. Australijska kapela, zupełnie mi nieznana, jednak z miejsca mnie kupiła bardzo fajnym rock’n’rollem, a także… rudowłosą wokalistką (jak mnie znacie, to wiecie jakie mogłem mieć skojarzenia). Zespół był bardzo entuzjastyczny do woodstockowej publiczności, ta odwdzięczała się robieniem dobrej atmosfery. Moje największe woodstockowe odkrycie.

Frontside (31.07)
Nie planowałem zobaczyć Frontside. Urwałem się sprzed końca Modestep, by zdążyć na całość koncertu Meli Koteluk na Małej Scenie Przystanku Woodstock. Zdążam niemal punktualnie z planem koncertów, a tu nagle zaczyna grać… Frontside! Okazało się, że drugiego dnia jest ponad godzinna obsuwa w planie koncertów Małej Sceny! Ale co mi tam – zobaczyłem pierwsze pół godziny koncertu sosnowskiej grupy i było bardzo przyzwoicie.

Illusion (30.07)
Godny zespół na otwarcie Przystanku Woodstock! Ostro, bezkompromisowo, hitowo. Jeszcze przed rozpoczęciem festiwalu słyszałem plotki, jakoby koncert miał zostać w całości zarejestrowany i wydany na DVD! Jeśli to prawda, będę je miał! Takiego szału jaki rozpętała już pierwsza w kolejności Vendetta nie widziałem od lat!
DSC09057

Kabanos (31.07)
Zespół, którego – oficjalnie – na Woodstocku nie było. Kapela Zenka Kupatasy rok po swoim najdłuższym występie w namocie Pokojowej Wioski Kryszny, postanowiła w tym samym miejscu zorganizować „ninja-gig” – niezapowiedziany koncert. Akustyczny, niezwykle energetyczny set rozpoczęty w południe postawił wszystkich na nogi. Mój pierwszy koncert Kabanosa w życiu i ubawiłem się po pachy!
DSC09148

Kasia Kowalska – spotkanie w ASP (29.07)
Spotkania z artystami w Akademii Sztuk Przepięknych na Woodstocku są czymś niezwykłym. Posłuchać i poczuć bliskość muzyka nieskrępowaną niczym – bezcenne. Piotr Metz, który rozmawiał z Kasią, wydobył z artystki jej miłość do klimatów rockowych, ona sama nie szczędziła publiczności ciekawych opowieści. Rozmowa oscylowała wokół koncertowego DVD artystki, które zostało nakręcone na zeszłorocznym Woodstocku. Mimo wszystko, zdawałem się dostrzegać na twarzy Kasi jakby… smutek? Czy może to było tylko zmęczenie?
DSC09028

Mela Koteluk (31.07)
Mela Koteluk była kolejną dla mnie artystką, którą widzę po raz pierwszy na żywo. Publiczność bawiła się niczym na koncercie rockowym, a Mela – lekko oszołomiona ilością publiczności na jej koncercie – odegrała swoje piękne utwory z Melodią ulotną, Tragikomedią czy Fastrygami na czele. Ale obsuwa czasowa nie pozwoliła artystce zagrać na bis – czym również była zawiedziona.
DSC09232

Modestep (31.07)
Wyobrażam sobie, że właśnie tak było na niesławnym koncercie Prodigy – ostra elektronika zmiksowana z gitarowym szałem i publicznością szalejącą jak na spidzie. Po pierwszych minutach spędzonych w okolicach sceny musiałem się stamtąd ewakuować, bo bym nie przeżył (chyba jestem za stary na pogo…). Poza tym, występ Modestep był naprawdę niezłym potwierdzeniem tezy, że ten festiwal nie stoi samym ostrym rockiem czy metalem, bo fani elektro również są ładnie zadowalani.
DSC09226

Organek (30.07)
Koncert tego uroczego wariata, który w zeszłym roku wydał jedną z najlepszych płyt w Polsce obejrzałem spod środkowego telebimu w towarzystwie Rednacza. Zamiast się ciskać pod scenę, zdecydowałem się potańczyć i poskakać bez tłumu. I nie żałuję, bowiem nawet spod telebimu muzykę Organka odbierało się uroczo.

Kurz nie dawał za wygraną, stąd to zamaskowanie
Kurz nie dawał za wygraną, stąd to zamaskowanie

Proletaryat (1.08)
Cały koncert tej legendarnej kapeli spędziłem… taplając się w błotku. I było to fajne!

Shagggy (1.08)
Można powiedzieć o nim wprost – największa gwiazda tegorocznego Woodstocka. Hordy ludzi pod sceną tylko to potwierdzały. Sam wokalista od początku mocno zszokowany ilością publiczności bardzo łatwo się w nią wkupił swoimi wielkimi hitami – Boombastic, mundialowe Feel The Rush, Angel chóralnie odśpiewane przez publiczność na pewno zostanie Shaggy’emu w głowie na długo. A sam największych malkonentów przekupił wplatając na początek fragment… Białej Flagi Republiki!
DSC09293

Trzynasta w Samo Południe (1.08)
Kolejny koncert z cyklu „zobaczony kawałkiem i przypadkiem”. Z jednego tylko powodu – Godziny W, trwającej właśnie podczas koncertu kapeli znanej z X-Factora. Chciałem zobaczyć na własne oczy woodstockowy hołd dla bohaterów Powstania Warszawskiego. I jestem w tym tłumie pod polską flagą.

Voo Voo (31.07)
Mój pierwszy koncert Voo Voo w życiu – przez to zostanie przeze mnie na zawsze zapamiętany. Wojciech Waglewski w formie wokalnej mogącej zawstydzić niejednego małolata, zespół odgrywający swoją robotę z zachodzącym słońcem w tle, mistycznie i magicznie. A finał w postaci nieśmiertelnego Nim stanie się tak niejednego twardziela przyprawiłby o łzy.
DSC09202

Within Temptation (30.07)
Jeden z najbardziej przeze mnie oczekiwanych koncertów całego Przystanku – i nie zawiodłem się! Kapela postawiła na set przebojowy – Paradise na starcie (Tarję Turunen usłyszeliśmy z playbacku), Covered By Roses, And We Run obok takich klasyków jak Mother Earth czy What Have You Done. A osobista obecność Piotra Roguckiego podczas Whole World Is Watching była aż oczywista – niemniej usłyszeć ten duet na żywo (w wersji akustycznej) było wielką przyjemnością.

Sharon i gościnnie Piotr Rogucki
Sharon i gościnnie Piotr Rogucki

Do zobaczenia za rok w Kostrzynie!!!

Przystanek Woodstock „od kuchni”

Pojechać pierwszy raz na Woodstock i jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem festiwalu móc go zobaczyć od kulis – lepszego własnego „debiutu” na tym festiwalu nie mogłem sobie wymarzyć!

Jeśli istniały by nagrody dla najlepiej prowadzonych profili w portalach społecznościowych, to Przystanek Woodstock zdecydowanie wygrałby w kategorii „festiwale muzyczne”. Fundacja WOŚP jest na czasie z aktualnymi technologiami i świetnie używa narzędzi social-media do komunikacji z fanami – nie tylko na na Facebooku czy Twitterze, ale także na Snapchacie, Spotify czy nawet Periscope i Google Play Music. Przed rozpoczęciem festiwalu ekipa social-mediów PW dzięki Brand24 postanowiła znaleźć 10 najbardziej aktywnych internautów w swoich profilach społecznościowych. I już chyba wiecie, kto był w tej dziesiątce i otrzymał takie osobiste zaproszenie na festiwal od samego Jurka Owsiaka.

Cholernie mnie tylko zdziwiło to, że zostałem wyróżniony, jako najbardziej aktywny na Snapchacie. Ale jak Jurek zaprasza osobiście na Woodstock i jeszcze na zwiedzenie kulis festiwalu – to odmówić nie można!

To był główny powód, dla którego byłem w Kostrzynie już w środę z samego rana. Około południa mieliśmy zbiórkę w pobliżu Dużej Sceny, spod której udaliśmy się za kulisy najpiękniejszego festiwalu świata! Chodźcie, pokażę wam Przystanek Woodstock „od kuchni”!


DSC08977DSC08978

Jurek :)
Jurek :) Później udało mi się podejść bliżej do niego, ale nie robiłem sobie z nim osobnego zdjęcia.

Jeszcze zanim udaliśmy się na deski Dużej Sceny, dołączył do nas Jurek Owsiak, a także Anna Orzech – specjalistka internetowych profili Przystanku Woodstock i Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Mało tego – towarzyszyła nam jeszcze kamera Kręcioła TV! W takiej asyście wszedłem na Dużą Scenę Przystanku Woodstock.

Zobaczenie tego wszystkiego z tej perspektywy robiło wielkie wrażenie, nawet przy totalnie pustym polu pod sceną. Domyślam się, że artyści widzący tam kilkaset tysięcy ludzi podczas swoich koncertów muszą czuć się naprawdę oszołomieni.

DSC08985

DSC08986

Zaraz po zejściu ze sceny udaliśmy się do jednego z najważniejszych miejsc całego festiwalu – centrum dowodzenia Przystanku Woodstock. Jest to jedno z miejsc najbardziej niedostępnych dla osób z zewnątrz – czasami nawet dla Pokojowego Patrolu! Przy kilkunastu komputerach siedzą osoby będące w stałym kontakcie z wolontariuszami na kostrzyńskim polu, od których migiem dostają informacje co i jak się dzieje na Woodstocku. Z tego samego miejsca zawiadamia się ratowników medycznych czy funkcjonariuszy policji do jak najszybszych interwencji. To właśnie tam dba się o bezpieczeństwo festiwalowiczów.

DSC08993
DSC08992

Kolejnym miejscem naszej podróży po backstage’u było już miejsce mniej elitarne, ale wciąż tylko dla wybranych – centrum prasowe. Z tego miejsca dziennikarze (nie tylko z Polski!) rozmawiają z organizatorami festiwalu i występującymi na scenie zespołami. Tuż obok znajdowało się studio Radia Woodstock nadającego przez cały czas trwania festiwalu.
DSC08995

Ostatnim punktem zakulisowej wyprawy był taras widokowy na dziennikarzy, usytuowany na lewo od dużej sceny. Roztacza się z niego widok zarówno na scenę, jak i na publiczność (jeśli oczywiście tam jest) i pole namiotowe Przystanku. Z tego miejsca najczęściej poszczególne media przeprowadzają relacje z festiwalu, jeśli chcą mieć efektowne tło w postaci kilkuset tysięcznego tłumu bawiących się ludzi.

Z publicznością pewnie wygląda to jeszcze lepiej
Z publicznością pewnie wygląda to jeszcze lepiej

Następny wpis o Przystanku Woodstock – najpóźniej pojutrze! Tym razem powiem wam, który z zespołów/wykonawców z tej sceny, po której ja też stąpałem zrobił na mnie największe wrażenie.
DSC08983