Moje najważniejsze single 2020

Tym razem w ramach pożegnania z ZOZO, zestawienie które kiedyś pojawiało się u mnie regularnie co rok. Na użytek nowych czytelników wyjaśniam: to NIE jest lista najlepszych utworów minionego roku. To wybór czysto emocjonalny, który opisuje mój stan na 2020. Jak się czułem i co przeżywałem w zeszłym już roku. I zdaję sobie sprawę, że pod względem jakościowym jest to lista bardzo nierówna – zwłaszcza kiedy umieszcza się electropop w jednym rzędzie z polskim hip-hopem. Nie są to najlepsze utwory które usłyszałem w 2020 (bo były lepsze, np. na albumach które zdefiniowały mój poprzedni rok) – ale to są te najważniejsze.

Kolejnośc – losowa i bez znaczenia.

Charli XCX – anthems

Czy można w 6 tygodni podczas lockdownu od zera nagrać i wydać album? I czy można pisać tam o bólach związanych z przyszłością i izolacją? I czy można te lęki ubierać w rytmy agresywnego elektro/PC Music? I czy można się przy tym dobrze bawić? Można, ale jesteś w stanie to zrobić tylko jak jesteś Charli XCX.


Cardi B & Megan Thee Stallion – WAP

Bodaj Dj Carpigiani napisał o tej piosence, że jest ona jak te wszystkie kinowe blockbustery, których w tym roku zabrakło w kinach. Ja o swoim uwielbienniu do tego singla mógłbym wręcz napisać cały elaborat (i chyba to zrobię). Ale streszczę się jednym zdaniem – skoro 50 Cent może mieć rapowego hita z tekstem, że „da ci polizać swojego lizaka” oraz otaczać się w teledyskach kobietami niemal nagimi, tak nie widzę powodu dla którego Cardi i Megan nie mogą rapować o swoim pożądaniu seksualnym.


Margaret – Xanax

Margaret bez międzynarodowego kontaktu muzycznego, pokazująca się na instagramie bez makijażu, mieszkająca w holenderce w środku lasu, wydająca muzykę na swoim. Brzmi jak kiepski żart? Wprost przeciwnie – wszystkie single Margaret wydane w 2020 tylko udowadniają, że Małgosia naprawdę czuje się dobrze we własnej skórze. Nawet kiedy śpiewa takie słowa jak „Jedyne szczęście jakie dziś znam, to te na receptę /Ataki paniki i bezdech, stroje czarne, nastroje niebieskie”. Preorder albumu złożyłem od razu po premierze tego singla.


Jónsi & Robyn – Salt Licorice

Koleś z post-rockowego Sigur Ros i szwedzka królowa electropop razem? Duet, o którym nie wiedziałem, że go potrzebuję, póki go nie dostałem. I to jeszcze wyprodukowany przez A. G. Cooka w klasycznym dla niego stylu PC Music/electropop/techno. Chciałbym by Jónsi robił takie rzeczy częściej niż tylko raz na dekadę.


Sanah – Królowa dram

Kiedy w styczniu 2020 wyszedł Szampan, to Zuza weszła na wszystkie możliwe playlisty i do końca roku ani myślała ich oddać. Nawet jeśli im dłużej tam siedziała, tym bardziej się rozmieniała na drobne – to te wkręcające się w łeb melodie nawet na moment nie chciały mnie ode mnie odczepić.


theKayetan – Skóra

Moje odkrycie roku 2020, a wszystko przez… Paradę Równości. Kayax połączył siły z organizatorami Parady dla stworzenia składanki Music 4 Queers & Queens, na której znalazł się ten utwór. theKayetan w klubowym rytmie śpiewa o wydarzeniach z białostockiego Marszu Równości. Jest to dla mnie jak Jeszcze będzie przepięknie na dzisiejsze czasy dla polskiej społeczności LGBT/queer.


Miley Cyrus & Stevie Nicks – Edge Of Midnight

Kiedy Miley wydała Midnight Sky, na YouTube szybko zaczęły powstawać mash-upy z hiciorem Stevie Nicks. To było wtedy takie czysto fanowskie marzenie, które raczej nie miało prawa się ziścić… aż nagle się stało rzeczywistością. Teraz jeszcze marzę, by to się stało na żywo.


Tove Lo – Passion and Pain Taste the Same When I’m Weak

Finneas O’Connell po sukcesie siostry awansował na jednego z najbardziej pożądanych producentów w branży. W 2020 pożyczyli go od Billie Eilish m.in. Selena Gomez, Justin Bieber i Demi Lovato. Tove Lo zrobiła z Finneasem subtelny w środkach utwór o miłosnym uzależnieniu. Pianino, trochę przesterów i łamiący się głos Tove. Muszę być bardzo łatwy w obsłudze, skoro takie proste patenty działają na mnie najmocniej.


Zuza Jabłońska i Sarius – Duch

17-latka z The Voice śpiewająca o wyobcowaniu i hejcie dopasowana z jednym reprezentantów młodego rapowego pokolenia ubrana w pokręcony trapowy beat. Jeśli tak ma wyglądać polska reprezentacja popu wykonywanego przez nastolatki, to ja jestem jak najbardziej na tak (moja recenzja albumu Zuzy tutaj).


Rosalie. – Najbliżej

„A kiedy cię to zmęczy, podejdziesz do mnie znów najbliżej”. W 2020 chyba wszyscy byliśmy tym wersem Rosalie., która na pulsującym beacie od Chloe Martini zrobiła sobie radiowego hita. W idealnym świecie wszystkie stacje eskopodobne puszczałyby to co najmniej raz na godzinę.


Hayley Williams – Dead Horse

Tak, wiem – już wspominałem o tym, że Hayley Williams dała mi w twarz. I będę to powtarzał za każdym razem mówiąc o tych utworach i tym albumie. Bo naprawdę inaczej nie ujmę tego, jak się czuję za każdym przesłuchaniem tych tekstów. Bo niby wcześniej wszystko było OK, aż tu nagle Hayley jeszcze leczy swoje bóle i traumy na oczach całego świata.


Caville – Freakshow

Wyobraźcie sobie Pet Shop Boys na kwasie wchodzących do cyrku rodem z American Horror Story i już macie opis muzyki tego duetu. Dopiero zaczynają – w 2020 spod szyldu My Name Is New (pobocznego projektu Kayaxu) wyszedł ich debiutancki album. Jak lubicie takie electropopowe klimaty skąpane w mroku – dajcie im szansę. Ja słuchając Freakshow z trudem powstrzymywałem się od tańczenia na ulicy.


Tęskno – Frajda

Żeby w 2020 wypuszczać singla z takim refrenem jak „kiedy bliski koniec świata/do zabawy jest okazja”, to naprawdę trzeba mieć tupet. A jeszcze zrobić go w taki sposób, byśmy naprawdę chcieli się bawić słysząc te słowa – to już potrafiła zrobić tylko Joasia Longić.


Paulina Przybysz – Wszystko

Z sióstr Przybysz zawsze ciekawsza była dla mnie Paulina, która porusza się w obrębie soulu, R&b i hip-hopu. A najciekawiej jest wtedy, kiedy postanawia rapować i nie chowając się za melodią i metaforami zwyczajnie wyrzuca z siebie całego wkurwa. Tak jak w tym openerze swojej ostatniej płyty. Tu się nie da przytoczyć jednej linijki, tu trzeba posłuchać całości.


Halsey – Experiment On Me

Zawsze miałem Halsey za swoistą epigonkę po Ellie Goulding. Jej single były dla mnie wręcz nudne i bez własnego chrakteru. Aż wreszcie pojawił się soundtrack do Birds Of Prey (jedyny film jaki w 2020 zobaczyłem w kinie), a na nim ten utwór. Wtedy zrozumiałem na czym polega problem. Halsey po prostu potrzebuje współpracowników, którzy wyciągną z niej potencjał. A w przypadku tego singla byli to… panowie z Bring Me The Horizon, którzy zrobili z Halsey hard-rockową laskę.


Łona i Webber – Co Tam, Mordo?

Łona i Webber poniżej pewnego poziomu już nie schodzą, ale to się zadziało na Co Tam, Mordo? przekracza jakiekolwiek stężenie rapowej przebojowości. Taneczny groove, rytm niemal dyskotekowy, Webber który zamiat patrzeć na trendy w muzyce zwyczajnie odwala nam sambę i Łona z przekazem „tańcz, do jasnej cholery!”. Tu nie ma wyjścia, trzeba po prostu tańczyć.


Quebonafide i Daria Zawiałow – BUBBLETEA

Nie wiem czy jest jakieś określenie jak „comfort food” do muzyki, ale ten duet zdecydowanie był nim dla mnie w 2020. Kiedy Quebo co chwila nam opowiada za czym wciąż tęskni, to można było grać w bingo i zaznaczać momenty kiedy podzielamy jego braki. Za każdym odsłuchem czułem zapach beztroskiego życia, lata w powietrzu i rozmów ze znajomymi. I wszystkiego za czym tęskniłem w erze pandemii.


Billie Eilish – No Time To Die

Billie śpiewająca do Bonda jest chyba bardziej sobą niż była w Bury a Friend czy Bad Guy. Jeden z jej najbardziej oszczędnych i zarazem „epickich” (w brzmieniu) singli. I właśnie taką Billie najmocniej uwielbiam – kiedy wybrzmiewa przede wszystkim ona, a nie produkcja.


Dua Lipa – Love Again

Zasadniczo, to na tej liście powinna być cała tracklista Future Nostalgia, bo ten album to zestaw genialnych dance-popowych singli. Wyróżnienie przypadło Love Again z jednego powodu – fantastycznego użycia sampla z Your Woman. Za pierwszym przesłuchaniem mi po prostu opadła szczęka.


RUNDA BONUSOWA – utwory sprzed 2020

czyli single starsze, ale które miały wpływ na mnie w 2020.

Sophie Ellis-Bextor – Get Over You

Jak już wspomniałem w zestawieniu albumów, w 2020 rządziło u mnie disco – robione w salonie. Sophie Ellis-Bextor też uskuteczniała takowe w swojej kuchni podczas live’ów na Instagramie. Potem wydała składankę swoich przebojów, która przypomniała mi o jej dance’owych bangerach. Get Over You wciąż zachęca do gibania się, nawet mimo swych 20 lat.


Julia Wieniawa – Nie muszę

O Julii Wieniawie mówi się dużo – najczęściej złego. Że ma parcie na szkło, że wszędzie jej pełno, że aktorką jest kiepską… Ja natomiast widzę, że wystarczy dobrać jej odpowiednich współpracowników muzycznych, by tworzyła świetne kawałki. Nie muszę napisane przez Rasa i wyprodukowane przez Urbańskiego jest tego dowodem. Dziwię się, że dopiero w 2020 zwróciłem na niego uwagę. Julia, wydawaj wreszcie ten album.


Fleetwood Mac – Everywhere

W październiku legendarny już album Fleetwod Mac Rumours nagle wskoczył do pierwszej dziesiątki najpopularniejszych płyt na Billboardzie. Stao się to za sprawą… wiralu na TikToku. Za każdym widokiem nagłowków z tym osiągnięciem przychodziło mi głowy własnie Everywhere. Które nawet nie jest na tym albumie. Nie wiem czemu, nie pytajcie.


Anna Jurksztowicz – Dziękuję, nie tańczę

Ostatnia edycja Opole Songwriters Festival zdecydowania miała coś z tym wspólnego. Zajrzyjcie do mojej relacji, a się dowiecie czemu.


Z podsumowań rzeczy, które w 2020 były dobre, to jeszcze sobie pogadamy o koncertach, które udało mi się jakimś cudem doświadczyć. Chociaż w sumie korci mnie by jeszcze napisac o tych rzeczach, które muzycznie w ZOZO mnie co najmniej zawiodły. Dajcie znać, czy ktokolwiek byłby na to chętny.