Pages Menu
TwitterRssFacebook
Categories Menu

Posted by on Gru 1, 2017 | 0 comments

HIV nikogo nie obchodzi

HIV nikogo nie obchodzi

I ma to  swoje dwie strony, a nawet więcej.

Wpis ten został wywołany moją frustracją po kolejnej wizycie w poznańskim Szpitalu Zakaźnym, gdzie trafia coraz więcej zakażonych różnymi chorobami wenerycznymi, a także dzięki rozmowami z lekarzami w tymże szpitalu. Innymi słowy – ludzką nieodpowiedzialnością i niewiedzą. Bo mnie już szlag trafia.

Nie obchodzi mnie, że to masz

Nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszę, kiedy sam słyszę to zdanie. A, na szczęście, słyszę coraz częściej. Nie wiem czyja jest w tym zasługa, ale moja obecność, jako gościa „obnoszącego się z wirusem HIV”, ostatnio nie jest dla kogokolwiek przeszkodą w życiu publicznym. W pracy wiedzą niemalże wszyscy, mój partner mnie jeszcze dodatkowo pilnuje z leczeniem, a rodzina wręcz zapomniała o temacie. I takie „nie obchodzi” jest najlepszym co można usłyszeć. Również dzięki temu, że mam zawsze czas by z kimkolwiek porozmawiać o HIV i o AIDS. Nigdy nie będę unikał tego tematu, żeby ludzkość się z tym oswoiła.

Nie obchodzi mnie, że to jest

Tu już jest gorzej, bo wtedy wychodzi na wierzch ludzka ignorancja. Trochę na zasadzie dziecięcej logiki „jeśli będę to ignorował, to zniknie”. Wiecznie żywy argument pod tytułem „choroba gejów i ćpunów”. Gdyby to była prawda, to oznaczałoby że Europa jest pełna narkomanów i homoseksualistów, bowiem na naszym kontynencie liczba zakażeń HIV (a także innymi chorobami wenerycznymi) stale wzrastaJeszcze gorzej jest, kiedy ktoś zna ryzyko i zagrożenia, a też je lekceważy. Tak, mam tu na myśli siebie sprzed dwóch lat. Jestem przysłowiowym „Polakiem mądrym po szkodzie”. Nie obchodziło mnie, że HIV istnieje – to mam za swoje. Nie bądźcie jak ja, proszę was.

Nie obchodzi mnie, że to mam

Tu na dwoje babka wróżyła. Z jednej strony, sam taki jestem, ale na zasadzie „nie muszę się nim zbytnio przejmować, bo ten HIV mi niespecjalnie już przeszkadza”. Wiremia mojego wirusa po dwóch latach leczenia jest już niewykrywalna, zatem nawet ryzyko zakażenia ode mnie jest bardzo minimalne, wręcz zerowe. Więc mój HIV trochę nie musi mnie już obchodzić… co nie znaczy, że mogę go roznosić na lewo i prawo. A tacy ludzie też istnieją. Świadomi nosiciele HIV (a także innych chorób wenerycznych) olewają jego istnienie u siebie i sieją dalej epidemię. I chyba są też nieświadomi, że za takie zakażanie grozi im nawet 10 lat więzienia.

Nie obchodzi mnie, że to złapię

Tak, są też tacy. Kiedyś dostałem na portalu randkowym wiadomość, która brzmiała „daj trochę HIV”. Jeszcze inny koleś otwarcie pisał, że „chce bzykać się tylko z zakażonymi”. Przepraszam, ale zostawię to bez komentarza. Bo zwyczajnie chce mi się rzygać na myśl o tym, że na świecie są jacyś skurwiele którzy chcą narażać własne życie dla adrenaliny, a także budżet polskiego państwa na cholernie drogie leki.

A ciebie jak bardzo HIV nie obchodzi?

(Pisane przy słuchaniu dyskografii Queen)