Pages Menu
TwitterRssFacebook
Categories Menu

Posted by on Maj 2, 2019 | 0 comments

Jak się robi Spring Breaka

Jak się robi Spring Breaka

Kiedy pod koniec lutego na moją skrzynkę wpadł mail o treści „Cześć Karol. Szukamy osoby, która mogłaby pomóc w organizacji tegorocznego Enea Spring Break”, najpierw dostałem lekkiej hiperwentylacji, a potem pomyślałem, że jakieś żarty. Kiedy spojrzałem że adresatem faktycznie jest Go Ahead, to bez najmniejszego wahania odpowiedziałem „tak”. Przez ostatnie dwa miesiące cały swój wolny czas poświęcałem na pomoc agencji Go Ahead przy największym polskim festiwalu showcase’owym. Jedna z najlepszych muzycznych przygód mojego życia – albo najlepsza w ogóle.

Pewnie się zastanawiacie co mógł tam robić koleś bez żadnego doświadczenia w pracy z bookingiem koncertowym, a jedynie z dużym zapałem do tychże koncertów. Wiadomo – te najprostsze sprawy. Zaczęło się od biegania po Poznaniu z różnymi przesyłkami. Najpierw jazda z setką plakatów festiwalu do zleceniodawcy, który ma je rozwieść na słupach reklamowych w mieście. Potem odbiór zleceń z różnych drukarni. Jeszcze potem trzeba zwiedzić całe miasto w poszukiwaniu reklam. Nic fajnego, powiecie. Ale mnie to jarało na maksa już wtedy.

W międzyczasie trzeba było też popracować przy komputerze. I tu już zaczął się trudny do opanowania poziom ekscytacji, bo zacząłem już wiedzieć o wielu rzeczach przed ich oficjalnym ogłoszeniem – niektórych zespołach, showcase’ach, nawet listę klubów i pierwszą rozpiskę miałem już w rękach znacznie wcześniej. Nawet nie wiecie, jak trudno było mi niektóre rzeczy utrzymać w tajemnicy.

Im bliżej do festiwalu, tym więcej czasu trzeba było na niektóre sprawy poświęcić. Np. w jeden wieczór obskoczyć festiwalowe kluby, by dostarczyć im materiały promocyjne festiwalu – bo za dnia większość z nich jest nieczynna. Od czasu do czasu sprawdzić, czy na stronie wszyscy artyści są opisani poprawnie – bo, jak dobrze wiemy, wordpress potrafi często wywalać bugi. Podpatrzeć czasami, jak potwierdzeni już artyści zapowiadają swój występ na festiwalu. Wyłapać literówki przed wysłaniem festiwalowego zina do drukarni. I najważniejsze – nie wygadać się z informacjami poufnymi. Wierzcie lub nie, łatwo nie było.

Wiadomo, tuż przed festiwalem zaczynał się największy bałagan – wyniesienie najważniejszych rzeczy z biura, przygotowanie kilku tysięcy toreb dla festiwalowiczów (pozdrawiam pozostałych wolontariuszy z którymi pakowałem gadżety, bardzo sprawnie się z wami robiło!). Ja na ostatnie dni przed (i w trakcie) dostałem jedno zadanie – oznaczenie lokacji festiwalu. Czyli zadbać, by każdy klub był widoczny. Flagi, plakaty, banery festiwalu – każdy klub miał dostać jakieś oznakowanie. Łatwo nie było, powiem szczerze – zwłaszcza tam, gdzie nie dało się niczego prosto zawiesić. Na szczęście, w wielu poznańskich klubach pracują mistrzowie prowizorki (pozdrowienia dla ekipy z Meskaliny i Tamy!). Więc jeśli jakiegoś klubu nie mogliście łatwo znaleźć, to już wiecie kogo za to obwiniać. Ta robota tak mnie pochłaniała, że na kilka koncertów i paneli zwyczajnie nie miałem już czasu i siły – zwłaszcza że wstawałem od 8 rano, kończąc dzień na jakimś afterze około pierwszej w nocy…

Przyznam szczerze, trochę przez to nie umiałem się cieszyć tak bardzo festiwalem jak na poprzednich edycjach. Nie miałem do zrobienia żadnej istotnej sprawy, od moich działań nie był uzależniony los któregokolwiek występu. Ale czułem się jakby… odpowiedzialny? Nie wiem dlaczego. Po prostu tak było. Chciałem, by te festiwal udał się jak najlepiej. Mimo tej niepotrzebnej presji (serio, skąd i dlaczego mi ona przyszła do głowy?), na wielu koncertach umiałem bawić się świetnie.

Jedną z największych nagród za tę pracę była dla mnie możliwość wejścia na wszystkie koncerty bez kolejki – na równi z całą ekipą Go Ahead. Na szczęście – nie miałem nigdy konieczności korzystania z niej (poza jednym koncertem, na który zwyczajnie było mi głupio z tego skorzystać). Bez problemu zobaczyłem wszystkie zaplanowane wcześniej koncerty, jak i na kilka wszedłem spontanicznie. Do zdecydowanych faworytów tej edycji muszę zaliczyć:
Niemoc w Próżności, które z nowym albumem tylko udowodniło, że są zespołem, na który musicie już zwracać uwagę,
EABS w Tamie i Błoto w Blue Note, czyli klasa polskiego nowoczesnego jazzu sama w sobie (wymieniam te kapele razem, bo jedna powstała z drugiej – ale brzmienia są zupełnie różne)
Evorevo w Sali Wielkiej – pewnie jestem łatwym odbiorcą, ale takie syntetyczne brzmienia chwytają mnie mocno, zwłaszcza kiedy na scenie widać że zespół niczego nie musi udawać, a tylko odwala prosty spektakl
-hipnotyzujący set Bartka „Pejzaża” Kruczyńskiego w Próżności, na którym cały klub tańczył jak opętany,
-czeskie Teepee w BaRocku, które od razu zostało zabookowane na kolejny koncert w Poznaniu – co chyba wystarczy za komentarz,
The Blind Suns w Meskalinie, od których zaczynałem festiwal – niby Francuzi, a przywieźli klimat jak z Kalifornii.

Znajomy – nieobecny na tegorocznym Spring Breaku, a mocno związany ze środowiskiem muzycznym – napisał mi, że ta impreza dla niego z boku zaczyna wyglądać nie jak festiwal muzyczny, a seria spotkań towarzyskich – bo rzekomo „branża muzyczna jeździ tam już tylko się spotykać i się nawalić i mieć kaca, a nie szukać talentów, jak kiedyś”. Nie wiem ile w tym prawdy, ale w tym festiwalu to nie branża muzyczna wykupiła wszystkie karnety. Zrobili to uczestnicy żądni nowej muzyki, którzy ustawiali się w długaśnych kolejkach na festiwalowe występy Hani Rani czy Wczasów. Branża muzyczna może sobie wiedzieć swoje, ale to zawsze uczestnicy i słuchacze będą weryfikatorami nowej muzyki. Dzięki tym drugim istnieją takie inicjatywy jak Enea Spring Break.

To, że w 2020 będę na Spring Breaku, jest bardziej niż pewne. Ale chętnie bym za rok powtórzył tę przygodę z „pracą” w Go Ahead. Pewnie z tym doświadczeniem poszłoby mi teraz trochę sprawniej niż teraz. I w tym miejscu muszę podziękować całej ekipie z Go Ahead za najfajniejsza muzyczną przygodę życia! Oby do zobaczenia – na pewno na Spring Breaku 2020!

A taką fotkę z festiwalu dwa lata temu mi zrobił Jacek Mójta