Pages Menu
TwitterRssFacebook
Categories Menu

Posted by on Lis 27, 2017 | 0 comments

Gogol Bordello w Poznaniu: wozy kolorowe

Gogol Bordello w Poznaniu: wozy kolorowe

Multinarodowe towarzystwo z Gogol Bordello zawitało znowu do Polski i zrobiło cygańsko-punkową imprezę. Na pierwszym przystanku obecnej trasy koncertowej – w Poznaniu, na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich – kapela pod przewodnictwem Eugene Hutza porwała Poznaniaków do szalonej zabawy.

Jeśli ktoś nie ma pojęcia czym jest Gogol Bordello, to najprościej będzie ich nazwać multikulturowym cygańskim punkiem. Zespół powstał w USA, ale jego członkowie pochodzą z różnych zakątków całego świata – Białorusi, Ukrainy, Rosji, Etiopii czy Ekwadoru. Kapelą dowodzi szalony i przebojowy Ukraińczyk – Eugene Hutz. Band działa już od 1999 roku i nieustannie gra żywiołowego punk rocka z elementami muzyki ludowej. W Polsce wystąpili już niejeden raz – i zawsze gromadząc pod sceną tłumy, które migiem rwą się do szalonego tańca. I nie inaczej było w Poznaniu, który kapela odwiedziła pod pretekstem promowania najnowszego albumu Seekers & Finders.

W roli supportu wystąpił zespół Lucky Chops. Na scenie naraz pojawiły się puzon, saksofon, trąbka i suzafon dzierżone przez 4 młodzieńców, a z tyłu grała perkusja. I migiem zrobiło się skocznie i jazzująco. Członkowie wariowali na scenie, dmuchając w swe instrumenty z całych sił. I nie sposób było tam usiedzieć spokojnie, zwłaszcza kiedy zespół co chwila sięgał po aranżacje popularnych klasyków – jak np. Funkytown czy I Feel Good. Publiczność co chwila nagradzała ich gromkimi brawami. Jest to zespół bardzo podobny w działaniu co Gogol Bordello – najlepiej ich się słucha właśnie na żywo.

Oficjalna setlista nie miała 100-procentowego pokrycia z tym, co kapela grała w Poznaniu

Bo Gogol Bordello jest stworzone właśnie do takich żywiołowych, mocnych i punkowych koncertów, jaki miał miejsce właśnie w Poznaniu. Od samego początku brania jeńców nie było. Wystarczyło, że na start wybrzmiał mocny Break Into Your Higher Self z najnowszej płyty, a publiczność poszła w tany. Dalej było już tylko potężniej. Nie zabrakło tak kultowych i skocznych utwory zespołu jak Not a Crime, Wonderlust King, Immigranida, która w związku z kryzysem uchodźczym zyskała na wielkiej sile, uwielbianej przez fanów „piosenki o największej miłości”, jak to kiedyś powiedział Eugene o Alcohol, czy Understactable, podczas to którego Hutz zszedł do publiczności i śpiewał siedząc nad nią na wielkim bębnie. Z najnowszym albumem zespół zapoznał publiczność bezboleśnie – nowe kawałki zostały wplecione między największe hity. Z reakcji publiczności można wnioskować, że z Seekers & Finders do miana takich koncertowych hitów zespołu mogą kandydować Saboteur Blues czy Walking on a Burning Coal.

Eugene Hutz, jak to zwykle ma w zwyczaju, był z jednej strony najbardziej zwracający uwagę, a z drugiej trudno było za nim nadążyć. Skakał po scenie jak szalony, zatem roznegliżowanie się do pasa po kilku piosenkach można było tylko skwitować „czemu dopiero teraz?”. Ale należy wokaliście oddać, że – kiedy trzeba – usunie się do tyłu, by dać wybrzmieć kolegom na skrzypcach i akordeonie, a także zaprosić do wspólnego grania panów z Lucky Chops. Można by się przyczepić do słabo nagłośnionych wokali w niektórych momentach, zwłaszcza mikrofonów drugich wokalistów zespołu – Pedro Erazo i Ashley Tobias, bo czasami wręcz ich nie było słychać zagłuszonych przez perkusjonalia, skrzypce lub Eugene’a. Ale to były dosłownie drobiazgi, które nijak nie przeszkadzały w zabawie.


Publiczność nie dała zespołowi odejść za prędko – wystarczyły dosłownie 2 minuty wołania i klaskania, by zespół wrócił na bis, a po pierwszym pożegnaniu Eugene dał Poznaniakiom „rozchodniaka” w postaci wykonanej solo ballady Sun Is On My Side. Co dało idealny odsłuch tego, jak wielu było obecnych fanów kapeli – brakujące wokale słyszane w wersji studyjnej dośpiewali w większości  sami.

Dodam tu na finał tylko jedną refleksję. Po powrocie do domu natychmiast odpaliłem kilka kawałków, które usłyszałem na koncercie, chcąc przywołać jak najwięcej jeszcze żywych wspomnień. Jakoś się nie udało. W studyjnych dokonaniach brakuje tego punkowego szaleństwa, które Gogol Bordello przywozi na koncerty, niczym jadący w kolorowych wozach cyganie od miasta do miasta. I jeśli kiedykolwiek będziecie mieli okazję wpaść ich usłyszeć – nie odpuście sobie tego!

Więcej zdjęć z koncertu znajdziecie na moim fanpage’u.