Pages Menu
TwitterRssFacebook
Categories Menu

Posted by on Wrz 8, 2014 | 1 comment

„Druga płyta” Taylor Swift

„Druga płyta” Taylor Swift

Taylor Swift to zawsze była taka typowa „amerykańska dziewczyna z sąsiedztwa” z gitarą w rękach, śpiewająca dość ckliwe country-popowe piosenki. I przez Amerykanów (głównie, choć nie tylko) najmocniej uwielbianą. Przez pierwsze cztery płyty jechała na jednym patencie, przez co jej pozycja była niezachwiana przez osiem lat kariery. A teraz mamy zapowiedź piątej płyty (nazwanej „1989” – rok urodzenia Taylor) i singiel „Shake It Off„. I wygląda na to, że wreszcie szykuje nam się tak zwana „druga płyta” Taylor.

Słyszeliście może o „syndromie drugiej płyty”? Na wszelki wypadek wytłumaczę. Kiedy artysta/zespół wydaje debiutancki album hitowy, dobrze sprzedający się, pochwalany również przez krytyków, docierający na szczyty list przebojów, to przy wydaniu kolejnego – do którego jest bardzo długie czekanie – może potem pójść dwiema drogami. Zostać w tym samym stylu bez gwałtownych i niecodziennych eksperymentów (jest to najbezpieczniejsza opcja), albo iść na żywioł i zmienić swoją twórczość. Druga opcja to właśnie taki wstęp do syndromu drugiej płyty.

Przerabialiśmy to w przypadku „Born This Way” Lady GaGi (na ten album był niesamowity hype!), nowej Lany Del Rey, pierwszego singla promującego drugi album Eda Sheerana, czy też ostatniej płyty The Black Keys i Coldplay’owego „Mylo Xyloto„. To nie musi być koniecznie drugi studyjny album. Kluczem jest najpierw długie oczekiwanie na niego i zapowiedź eksperymentów/zmiany stylistyki. Może to być zarówno trzecia, dziesiąta, czy – jak w przypadku Taylor Swift – piąta płyta.

Okładka albumu "1989"

Okładka albumu „1989”

Masowa publiczność nie przepada za zmieniającymi się ulubieńcami. Niektórym ciężko przyjąć do wiadomości że ukochany idol/zespół nie robi już tak samo brzmiących piosenek jak zawsze, tylko że postanawia nagle np. zamienić stylistykę popową na bardziej ambitną. Tak jak „lubimy piosenki które już znamy”, tak samo co poniektórzy fani artysty/zespołu chcą cały czas znać tego samego. Zmiana brzmienia oznacza konieczność głębszego zapoznania się z naszym idolem, zastanawiania się „po co, dlaczego?”. Doliczmy do tego długie oczekiwanie – ci najwierniejsi tęsknią, czekają, błagają o nowe brzmienia, a co na to ten uwielbiany? Zamiast dać to, co pokocha się od razu, najpierw każe nam się pokochać na nowo.

Wracamy do Taylor Swift. Przemiana stylistyczna wokalistki jest słyszalna już od pierwszych taktów „Shake It Off„. Dostaliśmy piosenkę typowo popową, nie różniącą się od dzisiejszych radiowych hitów – pełno różnych ozdobników przykrywających jakiekolwiek dźwięki rzeczywistych instrumentów i perkusja z automatu. Plus teledysk, gdzie Taylor zamiast być romantyczką w pięknych sukienkach (do czego przyzwyczaiła swoich fanów przez całe lata) – przebiera się za baletnicę/cheerleaderkę i zwyczajnie się wygłupia. Pierwsze reakcje fanów były aż oczywiste –  „Jak to, gdzie dawna Taylor, co to jest, gdzie jest ta słodka dziewczyna z gitarą?„. Te głosy krytyki można znaleźć do dziś (mimo że „Shake It Off” miało swoją premierę już dwa tygodnie temu). Wyróżnia się za to tekst, w którym Taylor w najbardziej uroczy sposób pokazuje wszystkim hejterom i krytykom środkowy palec.

Taylor za czasów „You Belong With Me” była swego rodzaju odtrutką na coraz bardziej wyuzdaną Rihannę czy Lady GaGę silącą się na coraz większy artyzm i zapominającą o dobrych przebojach. I jest wtedy utalentowana, ładna dziewczyna, śpiewająca country-pop, który młodzi amerykanie łatwo pokochają. Taylor można było młodym dziewczynom stawiać za wzór, można było się nawet snobować że jest znacznie dojrzalsza niż starsze koleżanki z branży i dlatego lepsza (co wielokrotnie zdarzało mi się spotykać, nie tylko w internecie). I teraz tu większość fanów Taylor może mieć problem, bo ich idolka nagle zapragnęła być bardziej przystępna.

Płyta, która ma się ukazać pod koniec października, zapowiadana jest jako odejście wokalistki od stylistyki country na rzecz zwykłego popu. Na pewno duża w tym zasługa producenta Maxa Martina, który grzebał już przy poprzednim albumie Taylor („Red” z 2012 roku). Jednak o ile tam mieliśmy tylko nieśmiałe przemycanie popu do country, tak już w „Shake It Off” mamy zupełne odcięcie się od klimatu hitów „Love Story” czy „Safe & Sound„. Przez pierwsze cztery płyty mieliśmy Taylor romantyczną, śpiewająca country, sprzedającą się w nakładach multiplatynowych („Red” w Polsce dobił do tytułu złotego). Teraz czekamy na mainstreamowo-popową Taylor, na której będzie ciążyć „presja drugiej płyty”. Mimo że to już jej krążek numer 5.

taylor SIO

(gif znaleziony tutaj)

 

  • vdxc

    Mnie też się niepodoba przemiana Taylor ale zapewne tak ją nastawili na rynek nastolatek z USA.
    Jest tylko jeden sposób na tą przemianę czyli nie słuchanie nowych płyt wokalistki.